INWESTYCJE
2008.06.15

Forex - rynek wiecznych wzrostow

{Emil Szweda} analityk | Open Finance

Rynek walutowy jest rynkiem pelnym sprzecznosci. Z jednej strony forex uwaza sie za rynek dla najbardziej agresywnych inwestorow poszukujacych wysokiej stopy zwrotu. Z drugiej, w oszczednosciach walutowych niektorzy Polacy trzymaja przez wiele lat dorobek calego zycia, szukajac nie tyle zyskow, co bezpieczenstwa. Chcac nie chcac - takze oni staja sie uczestnikami rynku walutowego. Czesto mowi sie o foreksie (forex to po prostu kolokwialny skrot od "foreign exchange" - punktu wymiany walut; mozemy mowic o czyms w rodzaju globalnego kantoru z nieco bardziej zaawansowanymi funkcjami), ze jest to rynek wiecznej hossy. Zmieniajace sie kursy walut powoduja, ze zawsze mozna zarobic na wzroscie wartosci jednej waluty i spadku drugiej. Zawsze istnieje wiec jakis trend wzrostowy.

Korzystnie inwestowac mozna wiec stale, niezaleznie od tego, czy kraj, z ktorego inwestor pochodzi, przezywa aktualnie okres prosperity czy recesji. To rozni go np. od rynku akcji. Mozna powiedziec, ze jedynie forex daje mozliwosci zarabiania zawsze i wszedzie oraz oferuje mozliwosc siegania po zyski prawdziwie niezalezne od koniunktury gospodarczej, gieldowej czy jakiejkolwiek innej. Stad okreslenie wiecznej hossy na nim trwajacej. Prawdziwe oblicze foreksu - zwlaszcza w odniesieniu do inwestorow indywidualnych - zasluguje jednak raczej na okreslenie wiecznej bessy. Nawet bardzo optymistyczne szacunki X-Trade Brokers - domu maklerskiego oferujacego w Polsce mozliwosc inwestowania na rynku walutowym - wskazuja, ze dwie trzecie inwestorow traci na nim pieniadze, a jedna trzecia osiaga zyski. Prawda moze byc nawet bardziej bolesna - blizszym prawdy moze byc twierdzenie, ze w dlugim terminie 90 proc. indywidualnych inwestorow grajacych na foreksie traci swoje pieniadze, 5 proc. wychodzi mniej wiecej na zero, a pozostale 5 proc. zarabia. Te ostatnie 5 proc. to najczesciej byli dealerzy bankowi, ktorzy po latach doswiadczen w banku postanowili przejsc na wlasny rachunek. I grupa szczesciarzy, ktorzy opanowali reguly tego rynku w wystarczajacym stopniu by zrozumiec, ze wszystko co mozna zrobic, to inwestowac zgodnie z trendami, bez wzgledu na wlasne przemyslenia dotyczace stabilnosci takich gospodarek jak USA, strefa euro, Polska czy jakakolwiek inna.

Czym jest forex?
Probujac zrozumiec wspolczesny rynek walutowy trzeba wczuc sie troche w role Neo, ktoremu Morfeusz tlumaczyl czym jest wirtualny swiat Matriksa. Z jednej strony miedzynarodowy rynek walutowy jaki znamy istnieje od wczesnych lat 70., kiedy zrezygnowano z ukladu w Bretton Woods, wedle ktorego kursy franka francuskiego i brytyjskiego funta byly scisle powiazane z dolarem, ktorego wartosc z kolei zalezala od ceny uncji zlota (35 USD za uncje). Ten uklad jest juz jednak faktem historycznym, od ponad 30 lat rynek wymiany walutowej jest calkowicie wolny. W zamierzeniu tworcow uwolnienie kursow walutowych mialo ulatwic handel miedzynarodowy. I tak rzeczywiscie sie stalo. Dzis forex obecny jest wszedzie. Tankujesz samochod - wplyw na cene benzyny ma kurs walutowy. Kupujesz chinski podkoszulek, japonski samochod, kawe czy gume do zucia - wszedzie tam gdzie towar jest importowany, albo chocby czesc jego skladnikow pochodzi z wymiany miedzynarodowej - stajesz sie posrednim uczestnikiem foreksu. Na wolnej wymianie walut opiera sie handel miedzynarodowy. Z jednym ale. O ile w 1971 roku jednego dnia zawierano na swiecie transakcje walutowe o wartosci 5 mld dolarow, to w 2007 r. moze to byc wedle roznych szacunkow 3 do 7 bln dolarow dziennie. Biorac pod uwage te nizsza wartosc, swiatowy rynek walutowy potrzebuje zaledwie niecalych trzech tygodni, by przehandlowac caloroczny swiatowy PKB (ok. 40 bln dolarow), a w przypadku tej wyzszej wartosci wystarczy mu do tego szesc dni. Tutaj dochodzimy do owej matriksowej czesci rynku. Kiedy na rynku forex przeprowadzano wylacznie wymiane walut wspomagajaca miedzynarodowy handel, byl to rzeczywiscie rynek transakcji zabezpieczanych jednoczesnie transakcjami towarowymi. Ale wraz z jego rozwojem pojawialy sie transakcje o charakterze spekulacyjnym, ktore dzis stanowia nawet ponad 90 proc. wszystkich zawieranych. Przy czym wiekszosc z nich to transakcje lewarowane dlugiem przy uzyciu kontraktow terminowych. W rzeczy samej, te transakcje maja charakter wirtualny, dzis posiadacz 10 tys. dolarow moze bez przeszkod zawrzec transakcje o wartosci 2 mln dolarow, ktorych nigdy nie mial i pewnie miec nie bedzie. Stad przyrownanie foreksu do wirtualnego swiata - to handel na niespotykana skale, pieniedzmi, ktore nigdy nie istnialy. Z powodu silnego lewarowania transakcji na rynku walutowym jest on zarowno doskonalym miejscem do inwestycji czysto spekulacyjnych, ale jednoczesnie potencjalnym zrodlem klopotow dla swiatowej gospodarki. Dzis to nie swiatowy handel wplywa na kurs walut, lecz transakcje spekulacyjne (tych jest wiecej) na swiatowy handel. Nie mniej, wedle obowiazujacej doktryny rynek walutowy jest najplynniejszym z mozliwych, wobec czego takze najbezpieczniejszym. Pod pojeciem "bezpieczny" rozumie sie tutaj proby manipulacji rynkiem - zaden pojedynczy inwestor, czy nawet ich grupa, nie jest w stanie dlugoterminowo wplynac na zmiany kursow walutowych swoim swiadomym dzialaniem. Nawet interwencje bankow centralnych na rynkach walutowych - zwykle w celu obrony rodzimej waluty przed jej zbytnim oslabieniem czy umocnieniem - daja zwykle efekty tylko krotkoterminowe.

Inwestycje kasowe
Malo kto mowiac o inwestycjach walutowych ma na mysli kasowy obrot, czyli sytuacje, w ktorej inwestor idzie do kantoru czy banku i zamienia posiadana walute na inna. Owszem takie sytuacje wciaz maja miejsce, ale dotycza potrzeb handlowych (turystycznych), rzadko kiedy mamy do czynienia z sytuacja, kiedy ktos idzie do kantoru, zeby zamienic zlotowki np. na dolary czy euro, poniewaz uwaza to za dobra inwestycje. Tymczasem takie mozliwosci inwestowania istnieja i sa daleko bardziej bezpieczne od nowoczesnych form, o ktorych nizej. Poniewaz trendy na rynkach walutowych maja zwykle charakter wieloletni, ich odpowiednie rozpoznanie i wykorzystywanie moze przyniesc zyski w granicach kilkudziesieciu procent przez okres np. trzech-czterech lat (tyle zwykle trwaja trendy na tym rynku). W obecnej sytuacji rynkowej - kiedy zloty jest w trendzie rosnacym, a kurs euro i dolara spada juz od czterech lat, wielu inwestorow zapomnialo juz o takiej funkcji rynku walutowego. Kupione w kantorze czy banku waluty o wiele rozsadniej przechowywac jest w banku niz w szufladzie z bielizna, poniewaz w banku mozemy liczyc na ich oprocentowanie, ktore pozwala albo zminimalizowac niekorzystne skutki umocnienia zlotego, albo przysporzyc dodatkowych zyskow, jesli zloty zacznie tracic na wartosci. Jeszcze bardziej efektywna forma inwestycji walutowej jest nabycie jednostek funduszy inwestycyjnych lokujacych w obligacje nominowane w walutach obcych. Oprocentowanie obligacji jest bowiem znaczaco wyzsze niz lokat walutowych, wobec czego ich wplyw na wartosc portfela jest wyzszy. Dla przykladu oprocentowanie obligacji 10-letnich niemieckiego rzadu w euro wynosi obecnie 3,9 proc. (na poczatku maja). Kupujac takie obligacje (za posrednictwem domu maklerskiego) wyjdziemy na swojej inwestycji na zero, nawet jesli kurs euro spadnie do zlotego o 3,9 proc. Czyli np. z 3,60 do 3,46 zlotego. Oprocentowanie obligacji pozwoli bowiem na odrobienie strat - dokladnie w takim stopniu - powstalych z umocnienia zlotego. Jesli zloty umocni sie mniej, lub nawet spadnie, wowczas inwestor bedzie mial na koncie nominalny zysk.

Inwestycje spekulacyjne
Wrocmy jednak do sedna sprawy, a wiec przedstawmy rynek walutowy tak jak widzi go wiekszosc inwestorow na swiecie, a wiec jako rynek wiecznej hossy, na ktorym przy sprzyjajacych okolicznosciach tygodniowy wzrost notowan dolara o 2,4 proc., moze zapewnic inwestorowi, ktory przewidzial taki ruch nawet 480 proc. zysku. Brzmi calkiem zachecajaco, glownie jednak brzmi. Po pierwsze bowiem przewidzenie takiej sytuacji, wymagaloby od inwestora wielkiego kunsztu i doswiadczenia, po drugie stalowych nerwow, aby ruch ten wykorzystac w pelni. Zacznijmy jednak od poczatku. Rynek walutowy jest zdecentralizowany. Nie ma zadnej gieldy walutowej, nie ma zadnych regulacji dotyczacych handlu, nie ma sztywnych godzin, regul, miejsc. Poczatkowo handel na rynku walutowym byl zarezerwowany dla bankow - to one przeprowadzaly transakcje miedzy soba, przy czym jako duze instytucje nie robily interesow mniejszych niz np. milion czy kilka milionow dolarow dla pojedynczej transakcji. Obecnie furore na calym swiecie robia platformy transakcyjne, ktore oferuja dostep do tego rynku inwestorom indywidualnym, ktorzy moga inwestowac dowolne sumy. Nawet kilkaset zlotych wystarczy, by zostac inwestorem na tym rynku. Jednak aby rozsadnie pomnazac owe kilkaset zlotych, inwestorzy wykorzystuja mozliwosc lewarowania transakcji. Obecnie platformy transakcyjne oferuja mozliwosc nawet 200-krotnego lewarowania transakcji. Co oznacza, ze posiadacz 500 zlotych moze przeprowadzic transakcje o wartosci 100 tys. zlotych. Jesli zawrze taka transakcje, to zmiana kursu waluty juz o 0,5 proc. oznacza dla niego zysk o 100 proc. Dla przykladu - wykorzystujac dzwignie finansowa, wyklada 500 PLN i kupuje za 100 tys. zlotych 41 666 dolarow po 2,40 PLN. Jesli kurs dolara wzrosnie o pol procent - do 2,4112 PLN, a inwestor zrealizuje zysk, zarobi na calym interesie 500 PLN, a wiec pomnozy swoj kapital o 100 proc. Jednak, jesli kurs dolara spadlby do 2,3880 PLN - a wiec takze o 0,5 proc. nasz inwestor stracilby swoje 500 zlotych, a wiec 100 proc. zainwestowanego kapitalu. Warto poznac to drugie oblicze foreksu - a wiec mozliwosci ponoszenia dotkliwych strat - bowiem wiekszosc inwestorow indywidualnych wlasnie w ten sposob zaznacza swoja obecnosc na rynku. Trzeba takze wiedziec, ze transakcje na rynku walutowym - o ile nie sa kasowe - sa gra o sumie zerowej. Jesli ktos kupil walute, to oznacza, ze ktos inny ja sprzedal. Jesli jej wartosc rosnie, ktos osiagnal zysk, ktos inny zas strate, dokladnie tej samej wysokosci. Na rynku miedzybankowym wartosc pojedynczej transakcji liczona jest w milionach (np. euro, dolarow), spready walutowe spadaja do nawet kilku tysiecznych czesci centa, czy do kilku dziesietnych czesci grosza w przypadku polskiego rynku (ktory nie jest az tak plynny jak rynek euro/dolar). To sprawia, ze inwestorzy na tym rynku moga dzieki niewielkim nawet zmianom kursu osiagac zyski. O ile w przypadku Kowalskiego, ktory kupil piec tysiecy euro w kantorze i musialby czekac, az euro podrozeje o 8 groszy, zeby "wyjsc na swoje", to w przypadku Nowaka, ktory kupil milion euro na rynku miedzybankowym, wystarczy wzrost kursu wspolnej waluty o pol grosza, by osiagnac zysk, a zmiana o 8 groszy dalaby mu 80 tys. PLN zysku. Przy czym i Kowalski i Nowak dysponowali w momencie dokonywania transakcji identyczna suma - rownowartoscia pieciu tysiecy euro. Kowalski zdecydowal sie na bezpieczny obrot kasowy (gdyby euro potanialo np. o dwa grosze, stracilby tylko 500 PLN (uwzgledniajac spread), a Nowak 25 tys. PLN. Na tym mniej wiecej polegaja roznice w tych dwoch sposobach inwestowania na rynku walutowym. Inwestorzy dlugoterminowi - ktorzy licza na zmiany cen w dlugim terminie - kieruja sie w swoich poczynaniach przeslankami fundamentalnymi. Np. swiadomosc, ze polska gospodarka bedzie rozwijala sie w okresie najblizszych lat bardzo szybko, moze swiadczyc o potencjale wzrostowym zlotego. Jesli jednak inwestorzy nabiora przekonania, ze nasza gospodarka oslabnie, zaczna wymieniac zlote na inne waluty liczac na ich wzrost w dlugim okresie czasu (cykle gospodarcze trwaja bowiem calymi latami).

Analiza techniczna
Tymczasem inwestorzy z rynku forex kieruja sie zwykle analiza techniczna - niemal 100 proc. otwieranych pozycji opiera sie wlasnie na analizie wykresow. Kazdy inwestor inaczej "czyta" wskazowki z wykresow, dlatego mimo wszystko transakcje sa przeprowadzane (gdyby wszyscy "wiedzieli", ze np. kurs euro spadnie nikt nie chcialby go kupic - nie byloby transakcji). Ze swej strony moge tylko dodac, ze inwestowanie na rynku forex wymaga swietnej znajomosci zasad analizy technicznej, a i tak swiecowe formacje techniczne czy tez wszelkie domniemane wsparcia i opory, rzadko sie sprawdzaja. Duze banki inwestycyjne - takze opierajace sie na AT - doskonale wiedza, ze na rynku oprocz nich sa obecni takze mniejsi i mniej doswiadczeni inwestorzy. Czesto dochodzi do sytuacji falszywych przebic linii trendow, aby na podstawie falszywych przeslanek inwestorzy otwierali bledne pozycje, ktore naraza ich na straty, gdy kursy wroca do poziomow sprzed falszywych wybic. Ponadto rynek zachowuje sie czesto bardzo chaotycznie. Banki inwestycyjne zatrudniaja nawet po kilkuset dealerow w jednym miejscu, a ich jedynym zadaniem jest osiaganie niewielkich dziennych zyskow z najmniejszych wahan kursow. Jesli dealer zarobi tylko jeden "pips" (najmniejsza jednostka miary - zwykle setna czesc grosza czy np. centa) na transakcji o wartosci miliona dolarow, to zarabia dla swojego banku tysiac dolarow. Jesli takich transakcji przeprowadzi kilkadziesiat w ciagu dnia, a wiekszosc z nich przyniesie zysk, to utrzymanie jego miejsca pracy okaze sie oplacalne. Oprocz bankowych "mroweczek" wielka aktywnosc wykazuja drobni inwestorzy rozsiani po calym swiecie. Szacuje sie, ze na rynku forex transakcje przeprowadza kazdego dnia piec milionow Chinczykow. Poniewaz nie kieruja sie oni przeslankami fundamentalnymi (pozycje otwierane na kilka godzin raczej to wykluczaja), drobni inwestorzy poprawiaja plynnosc rynku walutowego, ale zarazem wprowadzaja do niego nowy element chaosu. Nikt nie jest bowiem w stanie przewidziec, w ktorym kierunku - choc na chwile - popchnie rynek np. kilka tysiecy drobnych transakcji zawartych w ciagu kwadransa.

Jak usiasc do gry
Jesli nadal uwazasz, ze warto podjac ryzyko i zainwestowac czas i pieniadze na rynku walutowym, pora przedstawic mozliwosci. O kantorach juz pisalem, czas na bardziej wymyslne rozwiazania. Podstawa jest posiadanie komputera i lacza internetowego. Jak przystalo na wirtualne transakcje - caly obrot kreowany przez indywidualnych inwestorow odbywa sie w Internecie. Najpopularniejsza na swiecie platforma transakcyjna jest serwis znajdujacy sie pod adresem http://www.oanda.com/. W chwili publikacji tego tekstu liczba transakcji przeprowadzonych na tej platformie przekroczyla juz 300 mln. Serwis istnieje od 1996 r., za jego pomoca realizuje sie ok. 5 mln transakcji tygodniowo. Znajomosc angielskiego jest niezbedna, aby poslugiwac sie platforma, przy czym jest to "zwykly" angielski. Autorzy strony unikaja jak ognia slowek, ktore mogly by byc znane tylko ludziom z branzy. Otwarcie konta nie kosztuje nic, podobnie jak jego prowadzenie. Inwestor moze wplacic na konto dowolna sume - poczawszy juz od jednego dolara - i starac sie ja pozniej pomnozyc za pomoca lewarowanych transakcji. Oanda zarabia nie na prowizjach i nie na kosztach prowadzenia rachunku (tych nie ma), lecz na spreadach walutowych. Te moga byc bardzo niskie - juz od 10 pipsow (setnej czesci centa) w przypadku popularnych par walutowych (euro/dolar) lub stosunkowo wysokich w czasie gdy rynki nie sa plynne. Np. w czasie weekendu na parze euro/zloty spread wynosi az 500 pipsow czyli 5 groszy. Dlatego, jesli ktos szuka mozliwosci przeprowadzania transakcji ze zlotym w roli glownej powinien wybrac raczej jedna z polskich platform. Najbardziej znana jest platforma X-trade Brokers (http://www.xtb.pl/). To dom maklerski wyspecjalizowany w przeprowadzaniu transakcji instrumentami pochodnymi. Takze tutaj zalozenie i prowadzenie konta jest darmowe, a firma zarabia dzieki prowizjom ukrytym w spreadach. W przypadku zlotego sa one znacznie nizsze niz na serwisach zagranicznych - zaczynaja sie juz od 30 pipsow (do 120) - w zaleznosci od godzin handlu. X-Trade umozliwia otwieranie pozycji na rynku walutowym z 1-proc. depozytem zabezpieczajacym, przy czym depozyt rosnie wraz z wielkoscia pozycji. Czyli do transakcji do 200 tys. PLN depozyt moze wynosic 1 proc., ale przy transakcjach na poziomie 1 mln PLN depozyt musi siegac juz 10 proc. Minimalna wartosc transakcji to 0,1 kontraktu (to 10 tys. jednostek waluty bazowej), do ktorej wymagane minimalne zabezpieczenie to ok. 1000 PLN przy transakcjach na rynku zlotego. Obojetnie od wyboru platformy transakcyjnej podpisanie umowy wymagac bedzie okazania dowodu tozsamosci (lub jego kopii w przypadku umowy zawieranej korespondencyjnie). Warto dodac, ze kazda platforma oferuje takze mozliwosc inwestowania "na sucho" - bez angazowania wlasnych srodkow. W przypadku Oandy taki wirtualny rachunek moze istniec dozywotnio, X-trade udostepnia go na miesiac.

Slowniczek tradera walutowego
Czym sie rozni bips od pipsa - Rynek walutowy wyksztalcil swoj wlasny jezyk, jego elementem sa dziwaczne nieraz slowka, ktore bywaja zrodlem nieporozumien. Kiedy uslyszysz o bipsach chodzi o zmiane punktow procentowych (basic points), ktore odnosza sie do rynku pienieznego (stop procentowych). Pips to z kolei najmniejsza zmiana o jaka moze zmienic sie kurs waluty - zwykle jest to setna czesc grosza czy centa. Figura - tym slowkiem dealerzy walutowi okreslaja zmiane kursu waluty o 100 pipsow - np. o grosz lub o centa. Figury - mianem "figur" (w liczbie mnogiej) okresla sie publikowane dane makroekonomiczne.

Pozycja krotka (i dluga) - wbrew pozorom nie odnosi sie do terminu inwestycji, lecz jest wyrazem oczekiwan inwestorow. Ktos, kto gra np. na spadek notowan na warszawskiej gieldzie, zajmuje wlasnie krotka pozycje. Analogicznie na rynku walutowym, ktos kto gra na spadek dolara - np. sprzedajac dolary za zlote - zajmuje krotka pozycje w dolarach, ale jednoczesnie...pozycje dluga w zlotych. Poniewaz forex jest rynkiem dwukierunkowym - walute X sprzedaje sie za walute Y, to otworzenie krotkiej pozycji w jednej walucie, oznacza de facto otwarcie dlugiem pozycji w innej. Gra na spadek dolara do zlotego, to przeciez nic innego niz gra na wzrost zlotego do dolara. Trendy walutowe - wedlug klasycznej teorii waluta kraju o szybszym wzroscie PKB bedzie w dlugim terminie zyskiwac wobec waluty kraju o nizszym wzroscie PKB o roznice miedzy dynamika PKB. Czyli jesli Polska rozwija sie o 6 proc., a strefa euro o 2 proc. rocznie, to w dlugim terminie zloty bedzie umacniac sie wobec euro o 4 proc. rocznie.


Licza sie detale
Platformy transakcyjne staraja sie jak najbardziej przyblizyc warunki transakcji do tych istniejacych na rynku miedzybankowym. Co oznacza, ze do kosztow transakcji doliczane sa takze tzw. punkty swapowe. To nic innego niz roznica miedzy oprocentowaniem walut w roznych krajach. Jesli np. w Polsce zloty oprocentowany jest na 4,5 proc., a w Japonii jen na 0,9 proc., to oznacza ze sprzedajac jena za zlotego, inwestor zarabia 340 punktow swapowych rocznie (3,4 proc.) - czyli mniej wiecej jeden pips dziennie z tytulu samej roznicy w oprocentowaniu. Otwierajac pozycje w druga strone - kupujac jeny za zlote, punkty swap dzialaja na niekorzysc inwestora. To wlasnie z powodu istnienia duzych roznic w oprocentowaniu pieniadza w roznych krajach, mielismy do czynienia z mechanizmem carry trade - swiatowi inwestorzy pozyczali pieniadze w jenach i lokowali je w innych wyzej oprocentowanych walutach.

Zrodlo: gazeta Private Banking, 15 czerwca 2008

zapytaj
 
| ISO-Latin2 |   
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staze | Zglaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.