Rzeczpospolita
13.12.01 Nr 291
A moze warto przeslac ten tekst Panstwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


KOMENTARZ

Slowo o stanie wojennym

Dwadziescia lat temu, noca 13 grudnia, zawalil sie moj swiat. Przeciwko nadziejom zdecydowanej wiekszosci Polakow stanely czolgi, skoty i zmasowane sily milicji, wojska i sluzb bezpieczenstwa. Stanely przeciwko polskiej wolnosci. Odczulem to wtedy niemal fizycznie - ale, mimo tego bolu, nigdy juz potem nie doswiadczylem takiego poczucia solidarnosci, przez jakkolwiek by ja pozniej zapisywac "s" - male czy duze. Solidarnosci - w sprzeciwie wobec tego, co sie stalo. A stalo sie tak, ze tysiace ludzi znalazly sie w wiezieniach, setki tysiecy ludzi upokorzono i zgnojono, wielu ponioslo smierc. Trudno o tym zapomniec.

Poranne, telewizyjne wystapienie generala Jaruzelskiego do dzis jest jednym z moich najgorszych sennych koszmarow. Byc moze jest ono takze koszmarem generala, jak przy kazdej okazji nas o tym zapewnia. I jesli tak naprawde jest, potrafie to zrozumiec, choc szkoda, ze dowiadujemy sie o tym dopiero po kilkunastu latach. Mysle jednak, ze nasze koszmary byly zupelnie rozne, bo to on spuscil na nas wtedy sfore szumowin i lajdakow, a nam nawet na mysl nie przyszlo, aby ich mordowac. Co najwyzej, probowalismy przez mroczne lata stanu wojennego, zwanego - nie bez racji - wojna polsko-jaruzelska, w miare godnie sie bronic i wyciagac zebracza reke do narodowego porozumienia. O tym, kto jest czlonkiem narodu, a kto nie jest godzien tego miana i z kim sie porozumiewac, decydowali Jaruzelski, Kiszczak, Urban i wszechobecna bezpieka. Nie mowmy wiec dzisiaj, po dwudziestu latach, ze wspolnie z generalem i towarzyszami z PZPR budowalismy wolna Polske. Bo za chwile wyjdzie, ze prawdziwym architektem tego dziela sa Andropow, Gorbaczow i KGB.

Jesli mozna dzis mowic o jakichkolwiek sukcesach stanu wojennego, to glownym jego sukcesem byla kleska, jaka sie zakonczyl. Jego autorzy nie osiagneli zadnego z zakladanych celow: nie udalo sie umocnic "przodujacej sily", nie udalo sie zmobilizowac "pragmatycznych" towarzyszy do obrony zmurszalego systemu, nie udalo sie przeprowadzic jakiejkolwiek, chocby czastkowej, reformy gospodarczej. Mury juz sie walily. Wiekszosc w partii - oslabionej stratami setek tysiecy czlonkow po doswiadczeniu "Solidarnosci" - rowniez dosyc miala komunizmu.

Okragly Stol byl juz tylko prosta konsekwencja tej sytuacji; haslem bylo: ratujmy, co sie da. Zwlaszcza ze nie grozila juz jakakolwiek interwencja ze strony "bratniej socjalistycznej wspolnoty narodow". Oczywiscie, byl jeszcze jakis cien ryzyka, ktore nalezalo skalkulowac - ale bylo doprawdy niewielkie i jakze oplacilo sie jego podjecie. Dzieki temu dzisiaj mamy przy wladzy, akceptowana przez polowe spoleczenstwa, postkomunistyczna formacje SLD, mamy wolnosc, otwarta gospodarke, jestesmy w NATO i juz prawie w Unii Europejskiej. Nareszcie jestesmy czescia cywilizowanego swiata - ze wszystkimi jego sukcesami i problemami. Czy jednak sprawiedliwie zostaly osadzone winy i zaslugi ludzi, ktorzy wedrowali po tej drodze?

Jestem gleboko przekonany, ze jesli dzis polski bilans wypada na plus, to na pewno nie dzieki architektom stanu wojennego sprzed dwudziestu lat, ale dzieki tym, przeciwko ktorym go wprowadzono.

Maciej Lukasiewicz


| ISO-Latin2 |   
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staze | Zglaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.