?????? Nr ??????
   PLUS MINUS
TAK BYLO
Raport "Delegata"

W styczniu 1981 r. delegacja bedacej na ustach calego wolnego swiata "Solidarnosci" z Lechem Walesa na czele pojechala do papieza Polaka Jana Pawla II. Dzieki agenturze SB juz w kilka dni po powrocie szczegolowy raport z wizyty trafil na najwazniejsze biurka w Ministerstwie Spraw Wewnetrznych

Jan Pawel II i Bozena Rybicka. W tle: ks. Henryk Jankowski i Andrzej Celinski
(c) FOT. ARTURO MARI/ARCHIWUM RODZINNE BOZENY GRZYWACZEWSKIEJ
Jan Pawel II przyjmuje delegacje „Solidarnosci”, 15 stycznia 1981
(c) FOT. ARTURO MARI
Jan Pawel II, Bozena Rybicka i Lech Walesa.
(c) FOT. ARTURO MARI/ARCHIWUM RODZINNE BOZENY GRZYWACZEWSKIEJ
Jan Pawel II i Bozena Rybicka
(c) FOT. ARTURO MARI/ARCHIWUM RODZINNE BOZENY GRZYWACZEWSKIEJ

W czasie sierpniowego strajku w 1980 roku, na slynnej bramie Stoczni Gdanskiej, obok obrazu Matki Boskiej Czestochowskiej stoczniowcy umiescili portret Jana Pawla II. Pod koniec strajku ktos wpadl na pomysl pielgrzymki do Rzymu, jesli protest zakonczy sie sukcesem. Do jedynego wolnego zwiazku zawodowego w bloku komunistycznym plynely zaproszenia z calego swiata. Uznano jednak, ze pierwsza oficjalna delegacja kierownictwa "S" wyruszy do miejsca symbolicznego, ale zarazem politycznie neutralnego, czyli do papieza Polaka. Do Rzymu pojechalo 18 osob, z Lechem Walesa na czele.

Zwiazkowa delegacja powrocila do kraju 19 stycznia. Juz dwa dni pozniej, 22 stycznia, powstal opisujacy jej pobyt we Wloszech wielostronicowy meldunek do "Naczelnika Wydzialu IV Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnetrznych", podpisany przez podpulkownika Aleksandra Swierczynskiego, naczelnika Wydzialu IV Komendy Wojewodzkiej Milicji Obywatelskiej w Gdansku.

Przytaczamy ten dokument niemal w calosci z zachowaniem pisowni oryginalnej. Wydzial IV MSW zajmowal sie Kosciolami i zwiazkami wyznaniowymi. Natomiast skrot k.o. oznaczal kontakt operacyjny, czyli jedno z osobowych zrodel informacji Sluzby Bezpieczenstwa.

Meldunek zaczyna sie tak: "Dnia 21 bm. uzyskano ze zrodla k.o. "Delegat" nastepujace informacje na temat przebiegu wizyty NSZZ "Solidarnosc" w Rzymie i spraw z nia zwiazanych".

Wizyta u prymasa

"Dnia 11 i 12 stycznia br. Kapelan "S" ks. Henryk Jankowski przebywal na terenie Warszawy, gdzie wspolnie z Lechem Walesa przeprowadzili w Sekretariacie Episkopatu rozmowy i robocze ustalenia dot. wizyty we Wloszech i audiencji u Papieza" - donosil "Delegat". - "Bp Dabrowski i ks. Orszulik przekazali Walesie niezbedne wytyczne i wskazowki odnosnie postawy, jaka winna zajac we Wloszech delegacja "S".

Poinformowano Walese, ze jego najblizszymi doradcami beda doc. Kukolowicz oraz ks. Jankowski, z ktorymi ma konsultowac wszystkie swoje dzialania. Poza tym ks. Jankowski i Walesa byli na rozmowie u Prymasa Wyszynskiego (Wyszynski przebywal w tym czasie na wypoczynku pod Warszawa).

Prymas udzielil Walesie rad odnosnie tego, jaki kierunek dzialalnosci winna przyjac "S". Wedlug Wyszynskiego, nadrzednym celem wszelkiej dzialalnosci winien byc interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi dla dobra Polski. Poza tym Wyszynski oswiadczyl Walesie, ze przy "S" oraz przy jego osobie "kreca sie bardzo dziwni i nieciekawi ludzie", od ktorych nalezy sie uwolnic.

Walesa zobowiazal sie przestrzegac wszystkich ustalonych w Sekretariacie Episkopatu zasad wizyty i lojalnosci wobec doradcow delegowanych przez Prymasa".

Przemowienie dla Walesy

"Na lotnisku delegacje witali przedstawiciele trzech central zwiazkowych. Juz podczas powitania okreslili sie oni jako rywalizujace miedzy soba grupy. W imieniu Stolicy Apostolskiej wital abp Copa, ktorego zwiazkowcy wloscy popchneli na plan dalszy, aby samemu odgrywac glowna role".

Pozniej w dokumencie pojawia sie szczegolowa informacja o tym, ze czesc delegacji mieszkala osobno, a takze, kto z ramienia Kosciola wspoldzialal z przedstawicielami prymasa. "Delegat" zauwazyl tez w Rzymie "bardzo duzo roznych przedstawicieli prasowo-telewizyjnych z RWE i "Kultura Paryska" wlacznie". Autor donosu odnotowal, ze kilku z nich przedstawialo sie nazwiskiem "Morawski" i "wszyscy oni sie znali ze soba".

"Poniewaz Lech Walesa zle czyta opracowano mu na pismie wystapienia, ks. Jankowski i doc. Kukolowicz przygotowali go do wystapienia na audiencji u Papieza w ten sposob, ze pouczyli go co ma powiedziec, pozostawiajac mu swobode w wyborze wlasnej formy przekazania tych ustalonych tresci".

"Audiencja rozpoczela sie w dniu 15 bm. od osobistej rozmowy Papieza z Walesa w apartamentach papieskich. Nastepnie Jan Pawel II przyjal zone Walesy i jego ojczyma, ktory przylecial z USA. Po tym Papiez spotkal sie z cala delegacja "S" w skladzie... ". Tu padaja nazwiska czlonkow delegacji oraz "towarzyszacych ekspertow Prymasa Polski".

"Spotkanie Papieza z delegacja mialo bardzo kurtuazyjny charakter. Po wstepnych powitaniach Papiez podchodzil kolejno do kazdej osoby, a ta przedstawiala sie imieniem i nazwiskiem, podajac przy tym skad pochodzi oraz co soba reprezentuje".

Podarunki dla papieza

Zaplanowana na godz. 11 audiencja generalna w Sali Konsystorza opoznila sie prawie o godzine. "Delegat" wylicza, kto byl na niej obecny.

"Przemowienie Walesy na tej audiencji bylo krotkie i uwzglednialo tylko te tresci, ktore zostaly uzgodnione z doradcami. Wskazal on na apolityczny charakter "S", podkreslajac ze maja one ochraniac jedynie interes ludzi pracy i ich prawa obywatelskie. Walesa nadmienil rowniez, ze "S" swoich dzialan nie bedzie wypelniac akcjami koscielnymi lecz bedzie bronic interesow Kosciola, jezeli zaistnieje taka potrzeba. Papiez odpowiedzial na to przemowieniem, ktorego tresc jest powszechnie znana.

Delegacja przekazala Papiezowi swoje upominki i pamiatki z Polski - ziemie ze Stutthofu, Westerplatte, miejsca gdzie w 1970 zgineli robotnicy, model pomnika Poleglych Stoczniowcow, album ze zdjeciami z obchodow X rocznicy grudnia, model polskiego promu morskiego budowanego w Szczecinie, dwa blakiery gdanskie i inne. Ks. Jankowski przekazal od siebie Papiezowi krzyz z bursztynu, a ks. Gozdziewski kombatanckie symbole i znaki z okresu II wojny swiatowej umocowane na duzym kawalku kory.

Papiez okazal najwieksze zadowolenie i satysfakcje z otrzymania urny, ktora zawierala ziemie z miejsc pamieci narodowej i zamierza ten dar umiescic na eksponowanym miejscu".

Nieuzgodnione dzialanie

"Podczas audiencji u Papieza ob. Bozena Rybicka pozwolila sobie na nieuzgodnione dzialanie, ktore wywolalo pewien niesmak. Przy powitaniu chciala ona przypiac Papiezowi znaczek Ruchu Mlodej Polski (Jan Pawel II mial w tym czasie przypiety przez Walese znaczek "S"), lecz zostala przez niego odsunieta z tym znaczkiem. Papiez znalazl takie wyjscie z sytuacji, ze kazal Rybickiej polozyc ten znaczek na stole pomiedzy innymi, osobistymi prezentami. Pod wplywem sugestii ks. Jankowskiego, po audiencji doszlo do ostrej rozmowy Walesy z Rybicka. Zostala ostrzezona, ze jezeli raz jeszcze pozwoli sobie na samowole, to wylaczy ja ze skladu delegacji".

Informujac o licznych artykulach prasy wloskiej na temat wizyty, "Delegat" zauwazyl, ze "byly rowniez oceny przedstawiajace w zdeformowanej formie stosunki polskie i fakt audiencji "S" u Papieza. Ukazala sie np. karykatura, jak Jan Pawel II jedzie na Walesie, trzymajac go za wasy".

"Zanotowano rowniez inny incydent prasowy: zmeczony Walesa usiadl dla odpoczynku w recepcji Hotelu Victoria i podparl glowe reka, co wykorzystano do wykonania zdjec. Nastepnego dnia zamieszczono to zdjecie w prasie opatrzone podpisem, ze tak wyglada pijany Walesa. Fakty te przekonaly Walese, ze prasa zachodnia w pogoni za sensacja nie przebiera w srodkach i przyznal racje kapelanowi "S", jego ostrzezenia w tym zakresie byly sluszne".

Redaktor Mazowiecki prowadzi destrukcje

"Taktyke postepowania Walesy i delegacji "S" ustalano codziennie wieczorem na kazdy dzien nastepny" - relacjonowal dalej "Delegat". - "Robione to bylo w oparciu o serwis prasy wloskiej, ktora dostarczal ks. Sokolowski i o. Przydatek. Koncepcje te opracowywal doc. Kukolowicz i kapelan "S" i wg tego programowano postepowanie Lecha Walesy. Ks. Sokolowski i o. Przydatek robili duzo dobrej roboty na rzecz pozytywnego rezonansu spraw polskich w srodowisku wloskim.

Na czas spotkan "S" ze zwiazkowcami wloskimi delegacja przeniosla sie do rzymskiego Hotelu Victoria. Od tego czasu red. Mazowiecki, Bohdan Cywinski, Karol Modzelewski i Andrzej Celinski zaczeli prowadzic swoja destrukcyjna polityke, zmierzajaca do oderwania delegacji od wplywow doradcow koscielnych i narzucenia jej swoich koncepcji. Lamiac ustalenia przyjete przez Rzad i Episkopat dazyli oni do otwarcia delegacji "S" dla zachodnich osrodkow publicystyczno-propagandowych. Mieli oni jakies wlasne kontakty w tych srodowiskach i chcieli doprowadzic do penetracji grupy "S" przez osrodki propagandowe.

Bohdan Cywinski mieszkal poza miejscem pobytu delegacji i zalatwial sobie tylko znane sprawy. Podobnie niejasne sprawy zalatwiali Mazowiecki, Modzelewski i Celinski".

"Widzac te sytuacje doc. Kukolowicz pilnowal Walesy, aby nie dal sie on sprowokowac (Kukolowicz zajal pokoj hotelowy w bezposrednim sasiedztwie pokoju Walesy). Pomagal mu w tym ks. Jankowski, ktory dojezdzal do hotelu z swego mieszkania w Corda Cordi.

Nastepnie zdecydowano, ze drugie spotkanie "S" z Papiezem (msza i sniadanie z Papiezem w dniu 18 stycznia br.) jest pretekstem do tego, aby przeprowadzic Walese i cala delegacje z Hotelu Victoria do domu im. Jana Pawla, a tym samym zneutralizowac tendencje Mazowieckiego, Cywinskiego i Modzelewskiego. Plan ten spotkal sie z duzym sprzeciwem Mazowieckiego, lecz ks. Jankowski i doc. Kukolowicz przeprowadzili Walese do domu Jana Pawla".

Wplywy ks. Jankowskiego

"Na mszy i sniadaniu u Papieza bardzo zle zaprezentowala sie Bozena Rybicka i ... (personaliow tej osoby nie ujawniamy, gdyz mieszka za granica i nie udalo nam sie z nia skontaktowac - P.A., A.K.). Bozena Rybicka przyszla sfatygowana po nieprzespanej nocy, uzewnetrzniajac swoje zmeczenie i sennosc. Podobnie zmeczony przyszedl na msze ... i usypial podczas tego kameralnego nabozenstwa. Na sniadaniu u Papieza zachowywal sie jak czlowiek bardzo prymitywny. Wykazujac duze lakomstwo nabieral na swoj talerz duze ilosci jedzenia, ktore nastepnie pozostawial nie mogac go zjesc. Opieral sie o stol i prezentowal niska kulture".

Wg k.o. "Delegat" Lech Walesa z wizyty we Wloszech wyniosl duzo konstruktywnych pogladow i dostrzegl, ze w jego otoczeniu znajduja sie ludzie nieodpowiedzialni i nalezy zrobic czystke w "S".

"Po powrocie do kraju - czytamy w meldunku - ks. Jankowski zdal relacje Prymasowi z przebiegu wizyty, przekazujac swoje opinie i spostrzezenia na temat poszczegolnych osob. Podobna relacje przekazal w Sekretariacie Episkopatu. Mozna prognozowac, ze Prymas zajmie okreslone stanowisko wobec Mazowieckiego i Cywinskiego.

Wprowadzenie przez bpa Kaczmarka do skladu grupy "S" bpa Kluza, ks. Gozdziewskiego, a glownie ks. Dulaka jest proba ograniczania wplywow ks. Jankowskiego w tym srodowisku zwiazkowym. Bp Kluz i ks. Gozdziewski nie odegrali w Rzymie zadnej roli i byli tylko tlem calej imprezy. Nie mozna wykluczyc tego, ze bp Kaczmarek zlecil ks. Dulakowi, aby wykorzystal okazje do nawiazania, poza ks. Jankowskim, bezposrednich kontaktow z dzialaczami "S", z perspektywa przyszlosciowego eliminowania ks. Jankowskiego.

Takie spostrzezenia na ten temat zostaly przekazane Prymasowi przez ks. Jankowskiego. Prymas mial go zapewnic, ze jest on i pozostanie jego delegatem do "S" i nie musi sie przejmowac poczynaniami bpa Kaczmarka".

Grzywaczewska: To zalosne

- Wtedy, 25 lat temu, nawet przez mysl by mi nie przeszlo, ze do papieza jedzie z nami ktos, kto zda raport! - mowi dzis Bozena Grzywaczewska, z domu Rybicka. - Bylam naiwna. Calosc jest zalosna. Do Rzymu, specjalnie, zeby sie z nami spotkac, zjechalo wielu Polakow z emigracji. Wszyscy spotykali sie ze wszystkimi. Noca, bo tylko wtedy byl czas, do 3 czy 4 rano chodzilismy po Rzymie. Na msze sw. u papieza musielismy wstac o 5.30. Taka byla przyczyna mojego "sfatygowania", jak to okreslil "Delegat". Zreszta mimo niewyspania plynnie przeczytalam podczas mszy pierwsza lekcje.

Zadnej awantury z Walesa w sprawie znaczka nie pamietam. W czasie spotkania z papiezem przedstawial mnie wlasnie Walesa. Wyjasnil, ze jestem z Ruchu Mlodej Polski, a w czasie strajku bylam jedna z dziewczyn prowadzacych codzienne modlitwy w intencji jego powodzenia. Znaczek RMP chcialam przekazac papiezowi jako pamiatke i tyle.

Walesa: Takie szczegoly!

- Nieprawdopodobne! - mowi Lech Walesa. - Nawet tam u Ojca Swietego musieli kogos miec lub musial im ktos opowiedziec! No, bo przeciez nie z podsluchu. Tak bym powiedzial wtedy w 1981 r., dzis, po tych 25 latach roznych doswiadczen, powiem inaczej: nie jestem zdziwiony, bo oni musieli miec te informacje. W moim mieszkaniu w latach 80. byl zainstalowany podsluch. Wiedzialem, ze mam podsluch, ale nie likwidowalem, bo i tak zalozyliby nowy.

Lech Walesa ponownie zaczyna czytac meldunek "Delegata". I nagle mowi: - No nie. Takie szczegoly! To jednak nieprawdopodobne!

Mazowiecki: To raczej wykluczone

- Alez z Bozena Rybicka bylo wprost przeciwnie - mowi Tadeusz Mazowiecki. - Papiez okazywal Bozence wielka serdecznosc. Nie przypominam sobie zadnego takiego incydentu, zeby ja odtracal albo odsuwal od siebie. Mysle, ze zblizyla sie do Ojca Swietego z pamiatkami i ktos, prawdopodobnie ks. Dziwisz, wskazal jej miejsce, gdzie ma je zlozyc. Oboje wychodzilismy z audiencji jako ostatni i na pozegnanie papiez jeszcze Rybicka otoczyl ramieniem i przygarnal do siebie. Powiedzialbym, ze serdecznym stosunkiem wyroznial ja sposrod delegatow.

- Zrodlo tej relacji zadeklarowalo bardzo wyraznie swoja opcje polityczna. Widac, ze na tym mu szczegolnie zalezalo - ocenia Mazowiecki. O fragmencie, ze Kukolowicz i ks. Jankowski dyktowali Walesie sens przemowienia do papieza i podpowiadali, co ma mowic w wywiadach, ironizuje: - No to bardzo wazna role odegrali w Watykanie ci dwaj panowie.

O kontaktach ze zwiazkowcami wloskimi mowi: - To bylo w ogole nie do pomyslenia - delegacja zwiazku zawodowego "S" pierwszy raz wyjezdza za granice i unika spotkania z tamtejszymi zwiazkowcami. To dopiero byloby kompletnie niezrozumiale na Zachodzie. Albo ze zacznie rozrozniac: z chadekami sie przywitamy, a z socjalistami juz nie.

Czy prymas Wyszynski mogl taka sugestie przedstawic Walesie lub zlecic podobna misje swoim zaufanym ludziom? - pytamy. Dawny redaktor naczelny "Tygodnika Solidarnosc" odpowiada: - Nie bylem przy tym, ale nie sadze... To raczej wykluczone. Prymas mogl dac ogolna wskazowke, zeby zachowac ostroznosc w nawiazywaniu kontaktow, prezentowac sie godnie, miarkowac sie politycznie itp. Ale radzic zwiazkowcom, zeby uciekali przed zwiazkowcami? - to by mu chyba przez mysl nie przeszlo.

Kto mogl byc "Delegatem", Mazowiecki nie chcial zgadywac. Zamyslil sie. - Pewnie niektorzy ludzie uwazali, ze z SB musza sie spotykac. Na przyklad proboszczowie.

Celinski: Niesmak

- Witaly nas trzy centrale: chadecka, socjalistyczna i komunistyczna, ktore na co dzien konkurowaly, lecz spotkanie z "S" wszystkie potraktowaly jako wspolne zwiazkowe swieto i dziekowaly, ze dzieki nam sa razem - wspomina Andrzej Celinski, wtedy sekretarz Krajowej Komisji Porozumiewawczej "S".

- To nie papiez podchodzil do czlonkow delegacji, lecz oni zblizali sie do niego - mowi Celinski. - Walesa wszystkich kolejno przedstawial. Nie przypominam sobie niczego drastycznego ze znaczkiem. Z audiencji wychodzilem jako jeden z ostatnich. Szlo sie do wyjscia tylem lub bokiem, z glowa zwrocona w strone Jana Pawla II, ktory stal i za nami patrzyl. W pewnej chwili Bozenka zawrocila od drzwi i podbiegla do papieza, a on tez ruszyl w jej strone - tak, ze to nie bylo wymuszone przez nia - i ja przygarnal do siebie, a ona polozyla mu glowe na ramieniu. Arturo Mari zrobil im zdjecie i Bozena je ma, bo raz mi je pokazala. Nigdy sie nim nie chwalila, a tym bardziej go nie publikowala, bo kazdy z nas zdawal sobie sprawe, a takze zostalismy o tym pouczeni, ze to audiencja prywatna i zdjecia z niej nie sa dla mediow.

- Niesmak za to wzbudzil ks. Jankowski ze swoim podarkiem - ciagnie Celinski - bo to byl krzyz zloty, a nie bursztynowy. Owszem, zdobiony bursztynem - okazaly zloty krzyz, odbiegajacy charakterem od pozostalych darow "S". "Niejasne sprawy", jakie wedlug "Delegata" zalatwialismy, to byl np. obiad z Janem Kulakowskim, chadeckim dzialaczem zwiazkowym, podowczas sekretarzem generalnym Swiatowej Konfederacji Pracy, a po 1990 roku przedstawicielem RP przy UE w Brukseli. Cywinski rzeczywiscie gdzies znikal i bardzo mnie to intrygowalo. Ktoregos razu powiedzial mi - nie wymieniajac nazwiska - ze byl z Janem Pawlem II na tarasie i on mu powiedzial: "Pode mna miasto i swiat, a nade mna juz tylko Pan Bog..." Cywinski nalezal do tej grupy ludzi, ktora mowila do papieza "Wujku" i po prostu co wieczor wymykal sie do Watykanu...

Kukolowicz: Nie mam zastrzezen

Byly rzecznik episkopatu ks. bp Alojzy Orszulik nie pamieta okolicznosci pierwszego wyjazdu delegacji "Solidarnosci" do Rzymu. Wskazuje na prymasa Wyszynskiego. Wspolorganizatorem wyjazdu z ramienia prymasa byl prof. Romuald Kukolowicz.

Pokazany przez nas meldunek profesor czyta bardzo uwaznie i ocenia: - Nie moge wniesc zadnych zasadniczych zastrzezen. Z tym przypinaniem znaczka bylo inaczej. Ona chciala byc blisko przy papiezu. Nie mogla. Znalazla pretekst i podeszla ze znaczkiem. Ale jest to prawie wierna relacja z pobytu w Rzymie. To moze byc ktos z uczestnikow. Ale niekoniecznie. Relacje musial dyktowac ktos, kto mial bardzo dokladne wiadomosci od wielu osob. Ja rowniez nie wszystkie rzeczy pamietam, bo nie wszedzie bylem. Tu nie ma nic o konferencji prasowej. Trzeba by sie zastanowic, kto nie przyszedl na konferencje.

Ks. Jankowski: Nie slyszalem o "Delegacie"

Zapytalismy ksiedza pralata Henryka Jankowskiego, czy wsrod dokumentow na jego temat, udostepnionych mu przez Instytut Pamieci Narodowej, znajduje sie relacja "Delegata" z pielgrzymki do Watykanu. Pralat odparl, ze takiego dokumentu sobie nie przypomina.

- A czy w aktach z IPN spotkal ksiadz taki pseudonim informatora SB: Delegat?

- Nie. Nie znam takiego pseudonimu.

- A jak ksiadz skomentuje taki fakt, ze wsrod czlonkow delegacji "Solidarnosci" znalazla sie osoba, ktora w dwa dni po powrocie z wizyty u Ojca Swietego opowiedziala szczegolowo o tej pielgrzymce funkcjonariuszowi SB?

- To poruszajace - pada odpowiedz. - To swiadczy o tym, jak gleboko siegaly macki bezpieki - dodaje po chwili ksiadz Jankowski.

Rozmowy z esbekami

Aby zweryfikowac nasze informacje i wnioski, nawiazalismy kontakt z wysokiej rangi oficerami dawnej MSW. Idac na spotkanie z nimi, mielismy wlasne przemyslenia, kim moze byc "Delegat", wzbogacone o przypuszczenia uczestnikow rzymskiej wizyty z 1981 roku.

Nie byly to latwe rozmowy. A wtedy, gdy plynely opowiesci o pobudkach i postawie niektorych osob wspolpracujacych z SB - wrecz nieprzyjemne.

Po kilku godzinach rozmow pokazujemy rzymski meldunek. Zaraz po lekturze pierwszej strony pada pytanie: - Skad to macie, przeciez w Gdansku powinno byc wszystko zniszczone!

- Widac cos zostalo - odpowiadamy.

Po lekturze drugiej strony, bez zapoznania sie z caloscia, pojawia sie usmiech i pada nazwisko funkcjonariusza SB, ktory meldunek opracowywal. Przechodzimy do ostatniej strony, gdzie jest odpowiednia adnotacja. Zgadza sie!

Kilkusekundowe wahanie i pytanie: - Wiecie, kim byl "Delegat"?

- Mamy wytypowany pewien krag - odpowiadamy.

Znow krotkie wahanie, a po nim decyzja: - Dobrze, szkoda czasu na gre.

Pada nazwisko "Delegata", ktore odpowiada naszym przypuszczeniom. Dowiadujemy sie o okolicznosciach podjecia wspolpracy i roznych jej szczegolach.

IPN: Niewatpliwie agentura

O raporcie rzymskim i "Delegacie" rozmawiamy niezaleznie z dwoma historykami IPN: dr. hab. Janem Zarynem, znawca stosunkow miedzy panstwem a Kosciolem w PRL, i Grzegorzem Majchrzakiem, ktory przygotowuje doktorat o rozpracowaniu wladz pierwszej "S" przez SB.

Ich oceny sa niemal identyczne. Twierdza, ze jest to ciekawy i wazny dokument swiadczacy o dzialalnosci agenturalnej "Delegata". Mimo ze nie pochodzi on od tajnego wspolpracownika, lecz od kontaktu operacyjnego, to jednak ze wzgledu na charakter zawartych tam informacji mozna smialo powiedziec, ze mamy do czynienia z dzialalnoscia agenturalna. Byc moze samemu "Delegatowi" wydawalo sie, iz bierze udzial w negocjacjach politycznych z SB - przedstawicielami wladzy. Podstawowe pytanie brzmi bowiem tak: czy mamy do czynienia ze swiadoma wspolpraca, czy tez nieprzemyslanym gadulstwem? Trzeba jednak pamietac, ze rozmowy z funkcjonariuszami SB nie byly bezkarne, gdyz nie interesowal ich polityczny dialog z przedstawicielem Kosciola, a jedynie pozyskanie cennych informacji sluzacych rozpracowaniu "Solidarnosci" i Kosciola katolickiego. Jakis pozornie malo znaczacy szczegol mogl zatem byc istotniejszy dla SB niz dlugi wywod polityczny "Delegata". Bo dla Sluzby Bezpieczenstwa nie bylo informacji niewaznych, byly jedynie mniej lub bardziej przydatne. Na przyklad negatywne charakterystyki mogly byc pozniej wykorzystane w celu dyskredytowania niektorych osob.

- Jest to informacja bardzo cenna, gdyz mamy do czynienia z wyjazdem zagranicznym ograniczonej liczby osob, podczas ktorego nie mozna zastosowac techniki operacyjnej, czyli podsluchu. Relacje, czyli meldunek sporzadzono na podstawie rozmowy lub pisemnego doniesienia - ocenia Grzegorz Majchrzak. Podobnego zdania jest Jan Zaryn.

Nie tylko Rzym

W archiwum Instytutu Pamieci Narodowej sa tez inne dokumenty dotyczace "Delegata". Pochodza z okresu bardzo waznego - i dla niezaleznego zwiazku, i dla komunistycznej wladzy - wydarzenia, jakim byl I zjazd "S", przeprowadzony we wrzesniu i pazdzierniku 1981 r. "Delegata" wymienia m.in. "Plan dzialan operacyjnych Wydzialu IV SB KW MO w Gdansku w odniesieniu do I Krajowego Zjazdu NSZZ "Solidarnosc"", zatwierdzony 31 sierpnia 1981 r. przez szefa gdanskiej SB plk. Sylwestra Paszkiewicza.

Przygotowujac sie do zjazdu, SB zaplanowala uzycie sieci agentury w celu "inspirowania delegatow do zajmowania postaw politycznie korzystnych, neutralizacji i dezaprobaty w stosunku do elementow ekstremalnych". Wykorzystac w tym celu zamierzala przede wszystkim "k.o. ps. Delegat, ktory uzyty bedzie takze do przekazywania prymasowi J. Glempowi odpowiednich opinii i sugestii na temat srodowisk "S" i wystepujacych tam tendencji".

W innym dokumencie, planie dalszych dzialan operacyjnych zwiazanych ze zjazdem, podpisanym przez plk. Wladyslawa Kuce, naczelnika Wydzialu III Departamentu III "A" MSW, SB chwali sie: "Podejmowano dzialania ofensywne polegajace na wzmocnieniu pozycji Lecha Walesy i ograniczeniu wplywu ekstremistow na przebieg zjazdu. M.in. poprzez wytypowanego do tego celu t.w. ps. Delegat, informowano Walese o zamiarach wobec jego osoby dzialaczy ekstremistycznych i grup antypanstwowych".

Porownujac oba dokumenty, warto zwrocic uwage na jedna drobna, ale wazna roznice. "Delegat" raz jest kwalifikowany jako k.o. (kontakt operacyjny), innym razem jako t.w. (tajny wspolpracownik). Moze osoba kryjaca sie pod tym pseudonimem zostala przekwalifikowana z "kontaktu" na "wspolpracownika", ale moze to byc jedynie blad oficera przygotowujacego materialy dla pulkownika Kucy.

Zadanie operacyjne

- Z punktu widzenia SB jest to osoba szalenie interesujaca, poniewaz ma dostep do prymasa Glempa i najprawdopodobniej takze do Lecha Walesy. Ma wplywac na Glempa, na jego spojrzenie na "Solidarnosc", odpowiednio nastawiac prymasa. Rownoczesnie ma wplywac na Lecha Walese w celu wzmocnienia jego pozycji w zwiazku - mowi Grzegorz Majchrzak. - Ma za zadanie dostarczenie Walesie informacji o dzialaniach przeciwko niemu, podejmowanych przez jego konkurentow i przeciwnikow w zwiazku. Na zjezdzie "Solidarnosci" SB miala kilkudziesieciu tajnych wspolpracownikow, ale wybiera do wykonania tego zadania kontakt operacyjny. Jakiej rangi musial to byc k.o., skoro wybrano wlasnie jego, a nie t.w.? - zastanawia sie Majchrzak. I dodaje, ze jesli byl to tylko k.o., to niewatpliwie mamy do czynienia ze swiadoma wspolpraca, poniewaz "Delegat" przyjmuje do wykonania zadania operacyjne.

Jak zauwaza autor glosnej ksiazki "Oczami bezpieki" dr Slawomir Cenckiewicz, po otrzymaniu informacji o "spiskowcach" Walesa podjal pewna kontrakcje.

- W tej grze SB na zjezdzie chodzilo o to, zeby Walesa zostal wybrany ponownie na przewodniczacego. Cala zabawa polegala na tym, zeby zostal wybrany, ale niewielka przewaga glosow. W mysl zasady, ze lepszy umiarkowany Walesa niz ktorys z jego przeciwnikow, ekstremistow, z punktu widzenia wladzy - dodaje Majchrzak.

Kto byl "Delegatem"?

- Na podstawie dokumentow mozna stwierdzic, ze mamy do czynienia z osoba pochodzaca z Gdanska, gdyz jest prowadzona przez gdanska SB. Osoba wywodzaca sie z szeroko rozumianych kregow koscielnych, gdyz prowadzi ja Wydzial IV - ocenia Majchrzak. Z jego ocena zgadza sie Jan Zaryn.

Domyslamy sie, kto mogl byc "Delegatem". Wielotygodniowa praca, liczne rozmowy i wywiady, analizy zrodel, uzyskana w ich trakcie wiedza sprawia, ze nasze wnioski granicza z pewnoscia. Taka na 90 procent. Zwykle w trudnych sprawach wystarczy przekonanie stuprocentowe. Ale naszym zdaniem w sprawach dzialalnosci SB i jej ludzi przekonanie musi byc znacznie wieksze. Dlatego nie publikujemy imienia i nazwiska "Delegata". Moze sam opowie, jak bylo? A moze za kilka miesiecy czy za kilka lat swiatlo dzienne ujrza nowe dokumenty zwiazane z jego dzialalnoscia? I wtedy juz z pelna odpowiedzialnoscia bedzie mozna ujawnic, kim byl "Delegat". Ale moze byc i tak, ze jego nazwisko nigdy nie ujrzy swiatla dziennego.

PIOTR ADAMOWICZ, ANDRZEJ KACZYNSKI



Drukuj artykul Drukuj artykul Wyslij artykul Wyslij artykul

 

| ISO-Latin2 |   
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staze | Zglaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.