07.09.05 Nr 209
   PRZEMYSŁ W POLSCE
Nie wystarczy dobry produkt i wypłacalny kontrahent, by odnieść sukces za wschodnią granicą
Czas inwestorów

Współpraca gospodarcza ze wschodnimi sąsiadami Polski to już nie tylko wymiana handlowa. Coraz częściej budujemy tam fabryki i otwieramy firmowe sklepy

- Mamy powody, by oczekiwać, że w tym roku w polskich inwestycjach w Rosji będzie podobny skok, jaki w 2004 r. w eksporcie - przewiduje Marek Ociepka, radca handlowy Ambasady RP w Moskwie.

Rosnący od kilku lat polski eksport do Rosji w ubiegłym roku zwiększył się aż o 88 proc. (do ponad 2,8 mld USD) i przekroczył rekordowy poziom z 1997 r. Sprzedajemy do Rosji coraz więcej maszyn i urządzeń mechanicznych, tworzyw i chemikaliów, rośnie też eksport artykułów spożywczych i wyrobów przemysłu lekkiego. Coraz większe możliwości mają producenci materiałów budowlanych, którzy, podobnie jak firmy budowlane, mają szansę korzystać z boomu na tamtejszym rynku. W obrotach handlowych z Rosją wciąż jednak mamy ujemne saldo - 3,6 mld USD w ubiegłym roku. Trudno go uniknąć, skoro ponad 80 proc. naszego importu to ropa i gaz.

Budować, by zaistnieć

- Cały świat pcha się teraz do Rosji. Ten rynek jest duży, wypłacalny - zachęca Marek Ociepka. Jego zdaniem polskie firmy, które chcą działać na większą skalę, powinny tam wejść jako inwestorzy. Eksporterzy do Rosji muszą się liczyć z podwyżkami taryf celnych oraz limitami, którymi władze w Moskwie starają się wspierać rozwój krajowej produkcji. Tych barier można uniknąć, inwestując w Rosji. Dodatkową zachętą są ułatwienia w eksporcie do innych państw dawnego ZSRR. Z wieloma z nich Rosja związała się umowami, które zapewniają bezcłowy handel.

Na razie jednak skala polskich inwestycji w Rosji nie jest imponująca. Do końca ubiegłego roku wyniosły zaledwie 100 mln USD wobec 90 mld USD łącznych zagranicznych nakładów w tym kraju. Więcej Rosjanie zainwestowali w Polsce. Wartość inwestycji rosyjskich firm z Gazpromem na czele na koniec ub.r. wynosiła 409 mln USD - wynika z danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

- Nie ma lepszej drogi zaistnienia na rynku rosyjskim niż wybudowanie tam fabryki - mówił niedawno "Rz" Maciej Formanowicz, prezes Forte, która buduje fabrykę mebli pod Moskwą. W ten sposób firma uniknie wysokich ceł i zwiększy konkurencyjność wobec włoskich i hiszpańskich rywali. Już wcześniej zalety inwestycji w Rosji doceniły m.in. Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych i grupa Atlas, która od dwóch lat produkuje pod Moskwą kleje do glazury.

Marek Ociepka ocenia, iż w Rosji przybywa polskich przedsiębiorców, którzy chcą tam inwestować. Wśród firm, które już się na to zdecydowały są zakłady w Grajewie oraz Bioton. Ten ostatni buduje tam fabrykę insuliny, pierwszą w tym kraju i bardzo nowoczesną.

Nowoczesne technologie wprowadza też ComputerLand, jedna z największych polskich spółek informatycznych. W ubiegłym roku zwiększyła do 90 proc. udziały w rosyjskiej firmie CSBI.

- Przekonujemy polskich przedsiębiorców, że Rosja to nie tylko Moskwa i Kaliningrad. 200 - 300 km od Moskwy dzierżawa gruntu kosztuje jedną dziesiątą tego, co w Moskwie, a władze lokalne chętniej dają ulgi inwestorom - podkreśla Marek Ociepka.

Bliżej lokalnego klienta

Rosyjski rynek doceniły polskie sieci odzieżowe. Polscy przedsiębiorcy sami chcą zadbać o dystrybucję i marketing swoich wyrobów. - Gdybyśmy dziś mogli otworzyć 10 sklepów w Moskwie, od razu byśmy to zrobili - podkreślał niedawno Dariusz Pachla, wiceprezes LPP, właściciela odzieżowej sieci Reserved, która ma 2 sklepy w Rosji, 3 na Ukrainie i 17 w republikach nadbałtyckich.

Planując rozwój sieci w Rosji LPP współpracuje z Ikeą, która ma tam wybudować kilkanaście centrów handlowych. Umowę ze szwedzką grupą podpisała niedawno łódzka firma Tatuum, która na razie ma 3 sklepy w Moskwie, a w przyszłym roku zamierza otworzyć w Rosji 5 kolejnych. - Nasze 3 sklepy w Moskwie dają tyle przychodów, ile 8 sklepów w Warszawie - mówi Tomasz Podolak, dyrektor marketingu Tatuum.

- Rosja, Ukraina czy Białoruś to bardzo chłonne rynki, otwarte na nowości - ocenia Beata Rogalska, dyrektor ds. rynków wschodnich Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych (TZMO), które są jednym z największych polskich inwestorów na Wschodzie.

Spółka, która od dwóch lat ma w Rosji fabrykę wyrobów higienicznych marki Bella, a 10 września otwiera centrum logistyczne, dotychczas zainwestowała tam kilkadziesiąt milionów dolarów. - Chcieliśmy mieć status miejscowego producenta, bo jedna decyzja o stawkach celnych może zmienić losy firmy - podkreśla Beata Rogalska.

TZMO inwestują też na Ukrainie. Teraz - obok swej ukraińskiej fabryki - budują centrum logistyczne.

Jak podkreśla Beata Rogalska, toruńska grupa inwestuje nie tylko w produkcję, ale także w dystrybucję swych produktów za granicą. TZMO jeszcze w latach 90. założyły własną firmę handlową w Rosji, apo wybuchu rosyjskiego kryzysu w 1998 r. były jednym z nielicznych polskich eksporterów, którzy nie wycofali się z tamtejszego rynku. Dziś mają w wielu krajach b. ZSRR swoje spółki handlowe. W Rosji już trzy, oraz firmę importową, która zaczyna wprowadzać na rosyjski rynek kosmetyki z przejętej przez TZMO Polleny Ewy. - Własna dystrybucja daje nam wpływ na cenę i bezpośredni kontakt z rynkiem- mówi Beata Rogalska.

Nowe władze, nowe warunki

Zarówno Marek Ociepka w Moskwie, jak i Anna Skowrońska-Łuczyńska, radca handlowy Ambasady RP w Kijowie, podkreślają ogromny potencjał, jaki w tych dwóch krajach mają dostawcy materiałów budowlanych. Marek Ociepka ubolewa, że polskich producentów płytek ceramicznych ubiegły firmy z Włoch i Hiszpanii. Anna Skowrońska-Łuczyńska liczy, że swoje plany inwestycji na Ukrainie zrealizują polscy producenci ceramiki sanitarnej i akcesoriów łazienkowych - Koło i Cersanit. Jej zdaniem na duży popyt mogą też na Ukrainie liczyć producenci maszyn i urządzeń do produkcji rolnej. - Potrzeby ukraińskiego rynku są bardzo duże, ale barierą są cła, które obniżono dopiero ostatnio, liczne certyfikaty i przeróżne biurokratyczne utrudnienia - ocenia Anna Skowrońska-Łuczyńska. Mimo to, od dwóch lat nasze obroty handlowe z Ukrainą, podobnie jak polski eksport do tego kraju, rosną o ponad 30 proc. rocznie. W tym czasie wyraźnie zwiększył się eksport samochodów oraz maszyn i urządzeń, który ma największy udział w naszej sprzedaży na Ukrainę.

Anna Skowrońska-Łuczyńska przyznaje, że ostatnio trudno jej zachęcać do inwestycji w tym kraju, skoro wiosną tego roku nowe władze w Kijowie zlikwidowały bez uprzedzenia wszystkie ulgi podatkowe w specjalnych strefach ekonomicznych. Działa tam ok. 70 polskich firm, m.in. producent foteli samochodowych Groclin, meblowa spółka Forte, rowerowa grupa Arkus-Romet oraz meblowa Nowy Styl, które do niedawna bardzo sobie chwaliły działalność na ukraińskim rynku. - Nasza fabryka na Ukrainie została wybudowana zmyślą o potrzebach rynków na Wschodzie, zwłaszcza Rosji, która odbiera ok. 40 - 50 proc. produkcji z Charkowa bez żadnych ceł. To jeden z ogromnych plusów - podkreśla Adam Krzanowski, prezes Nowego Stylu. Jego zdaniem atutem inwestycji na Ukrainie są też niższe koszty produkcji niż w Rosji, przynajmniej w rejonach rozwiniętych przemysłowo.

Likwidacja ulg przyhamowała polskie inwestycje na Ukrainie. Ich wartość w tym roku miała przekroczyć 250 mln USD, ale do połowy roku wzrosły one do 209 mln USD, czyli tylko o 11 mln USD w porównaniu z końcem 2004. Jak ocenia Anna Skowrońska-Łuczyńska, to niewiele, biorąc pod uwagę, że większość tej kwoty przypada na PZU, który podwyższył kapitał przejętej w 2004 r. firmy ubezpieczeniowej.

Nie brakuje jednak zainteresowanych ukraińskim rynkiem. Grupa Broker, właściciel największej prywatnej stacji radiowej RMF FM, która przejęła latem lokalną rozgłośnię Radioman we Lwowie, zaznacza, że lwowska stacja to dopiero pierwszy krok w rozwoju RMF na Ukrainie.

Fala pieniędzy z Ukrainy

Ostatnio sporo inwestycji ukraińskich napływa do Polski. Niedawno AwtoZAZ przejął FSO, a stalowy gigant, Związek Przemysłowy Donbasu, zapłaci prawie 1,3 mld zł za Hutę Częstochowa i jej spółki zależne, o co zabiegał ponad dwa lata. O planach współpracy dużo mówiono na lipcowym forum gospodarczym polsko-ukraińskim w Gdyni. Szefowie PGNiG zapraszali firmy z Ukrainy do współpracy przy wydobyciu oraz przesyłaniu ropy i gazu, rozmawiano o wspólnych przedsięwzięciach w transporcie i turystyce.

Polskie firmy przyciąga też Białoruś, gdzie niedawno giełdowy Bioton wygrał przetarg na dostawę insuliny za około 500 tys. USD i liczy na kolejne kontrakty. Jak podkreśla Ministerstwo Gospodarki, w ubiegłym roku, gdy wartość naszej wymiany handlowej z Białorusią osiągnęła rekordowy poziom prawie 1,3 mld USD, udało się wreszcie przezwyciężyć negatywne skutki rosyjskiego kryzysu finansowego. Nasz eksport po przejściowym spadku w 2002 przez ostatnie dwa lata rósł o 40 - 50 proc. Białoruś przyciąga też trochę polskich inwestycji, których wartość na koniec ub.r. wyniosła 29 mln USD. Wśród polskich firm, które zdecydowały się uruchomić tam produkcję, jest m.in. meblowa grupa Black Red White.

ANITA BŁASZCZAK



Drukuj artykuł Drukuj artykuł Wyślij artykuł Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.