Rzeczpospolita
21.07.00 Nr 29
A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


Chaos
Zdjęcia: Josef Koudelka

Praga, 1968

Z cyklu Czarny trójkąt,
Czechy, 1993

Z cyklu Podążając za spojrzeniem Ullissesa,
Rumunia, 1994

Droga na egzekucję,
z cyklu Cyganie, 1963

Z cyklu Cyganie, 1967

Karnawał,
Czechosłowacja, 1968

Z cyklu Chaos,
Bośnia, 1994

 
Wytarte dżinsy z wywiniętymi nogawkami. Stare buty. Spłowiała koszula khaki. Znoszona kurtka. Na szyi cienki, skórzany pasek, na którym wisi Leica z pokiereszowanym metalem obiektywu. - Najsmutniejszym dniem w roku jest dla mnie 21 czerwca, gdy dzień zaczyna być krótszy - mówi JOSEF KOUDELKA Kindze Kenig

KRAKÓW. RYNEK. WŚRÓD TŁUMU turystów chodzi siwy człowiek, z dłońmi splecionymi z tyłu. Patrzy, ogląda, szuka. Kupił dwa malowane ptaki i rzemykowe sznurówki.

ZDJĘCIE ŁUKASZ TRZCIŃSKI

Kiedy był małym chłopcem, kleił samoloty. - Ojciec mnie wyganiał z domu, bym się bawił z innymi dziećmi, a ja siedziałem i robiłem te moje modele. Raz na konkursie przed pokazem zrobił próbę swojego samolotu. Urwał się sznurek. Drewniany ptak poszybował. W lesie zebrał poziomki. Sprzedał je miejscowemu lodziarzowi. Za otrzymane pieniądze kupił swój pierwszy aparat. - Pierwsza fotografia? Nie pamiętam dokładnie. Na pewno było to zdjęcie rodzinne.

Urodził się w 1938 r. w Czechosłowacji w małej wiosce Boskovice na Morawach. Chciał być pilotem. Nie pochodził z zamożnej rodziny, a ojciec był przeciwko komunizmowi. Nie zdobył więc licencji pilota. Poszedł na politechnikę. Projektował silniki samolotowe.

CZARNY TRÓJKĄT. Klasztor Ojców Dominikanów w Krakowie. Tablice pamiątkowe, nagrobki, epitafia. Na posadzce, w szeregu stoją niskie stojaki, sztalugi. Na nich oprawione panoramy. - Czy to są obrazy, czy fotografie - pyta staruszka, pochylając się nisko nad jedną z prac. Przyszła na wernisaż wystawy "Czarny Trójkąt".

Podkrusnohori, region u podnóża Gór Krusznych, stanowi zachodni wierzchołek słynnego "czarnego trójkąta", najbardziej zniszczonego obszaru Europy. Węgiel brunatny jest zarówno bogactwem, jak i przekleństwem tego regionu. Prawie 270 kilometrów kwadratowych jest zniszczonych przez odkrywki. Jeziora zostały osuszone i zniszczone, rzeki i strumienie "umiejscowiono" w betonowych korytach lub metalowych rurach. Koryto rzeki Biliny zostało zmienione przez człowieka 65 razy na długości 70 km. Człowiek stał się główną siłą przekształcającą krajobraz, tworzącą nowe doliny i sztuczne wzgórza.

Przechodzący obok mnich komentuje: - My pieścimy pędzelkami kamienne nagrobki na ścianach, a tutaj proszę, żywe grobowce naszej cywilizacji.

Fotograficzne panoramy zniszczonego środowiska są jak monumentalne rzeźby. Okazałe, majestatyczne, obce naszej świadomości.

PRÓBA HISTORII. By utrudnić ci pracę - rzekł Koudelka do portretującego go fotografa - daję ci tylko cztery próby.

Jest fotografem zdyscyplinowanym. Kompozycji nauczył się na politechnice. - Samolot utrzymuje się w powietrzu dzięki balansowi siły, a kompozycja to przecież nic innego jak balans - powtarza.

W latach sześćdziesiątych pracował w Pradze jako inżynier oraz, na pół etatu, jako fotograf magazynu teatralnego "Divadlo".

- Praca w teatrze nauczyła mnie wielu rzeczy. Była to świetna lekcja techniki, gdyż fotografowałem w trudnych warunkach oświetleniowych. Nauczyłem się patrzyć na teatr jak na życie. Tak też chciałem go pokazać. Od dyrektora teatru dużo wymagałem. Chciałem być z aktorami przez cały czas w czasie prób i w czasie spektaklu. Zależało mi również na tym, by być na scenie i chodzić między aktorami. Koudelka nie fotografował teatru - starał się uchwycić jego duszę.

W sierpniu 1968 r. wojska państw Układu Warszawskiego dokonują inwazji na Czechosłowację. Na jednym ze zdjęć Koudelki z cyklu "Praga 1968" ręka pokazuje zegarek. Jest szósta, w tle pusty plac Wacława. Nikogo nie widać. Pod drzewami czekają czołgi.

W pierwszą rocznicę inwazji zdjęcia Koudelki publikowane są na całym świecie. W 1970 roku w obawie przed aresztowaniem Koudelka ucieka z kraju. Rozpoczyna się jego tułaczka po świecie.

- Gdzie jest mój dom? Tego tak naprawdę nie wiem. Teoretycznie mieszkam w Paryżu i w Pradze, ale dzisiaj mieszkam w Krakowie. W hotelu mam swoje łóżko i stół, mam pracę, fotografuję. A mój kraj? Aborygeni ponoć mówią, że twoim krajem jest to miejsce, w którym nie zadajesz sobie pytań.

ŚWIAT UCIEKA. Na jednym ze zdjęć z albumu "Cyganie" stoi mężczyzna w kajdankach. Właśnie został uznany za winnego morderstwa. Prowadzony jest na egzekucję. Cała wioska przygląda się wydarzeniu. Policjanci pilnują porządku. Scena ta jest jakby żywcem wzięta z dramatu teatralnego. Gesty, mimika, relacje między ludźmi tworzą klimat przedstawienia.

Na zdjęciach Cyganów nie ma śmiechu, muzyki, zabawy, tańca. Cyganie w oczach fotografa to ludzie zrezygnowani, pogodzeni z losem, z wieczną tułaczką i bytowaniem na marginesie społeczeństwa.

- Nie jestem dziennikarzem. Jestem osobą wizualną - mówi o sobie. Niechętnie wypowiada się o swych zdjęciach. Nie jest podatny na wpływy. - Słucham, ale nie chcę być niewolnikiem tego, co mówią inni.

Broni się przed stwierdzeniem, że zwrócił się w kierunku fotografii krajobrazowej. - Jeżeli jestem osobą wizualną, patrzę na wszystko. Nie ograniczam się tylko do pejzaży, czy tylko do ludzi, czy też tylko do martwej natury. Nikt przecież nie podważa twórczości dramaturga, który raz pisze komedię, a raz tragedię.

Czy przestał fotografować człowieka? Nie. - Świat, który mnie interesuje, zanika. Co roku odwiedzam jakieś miejsca, które znałem wcześniej. Aż trudno uwierzyć jak szybko się przeobrażają. Myślę, że zostało mi jeszcze pięć lat zanim wizualny aspekt rzeczywistości, która mnie najbardziej ciekawi, bezpowrotnie się zmieni.

Kinga Kenig

Wystawę fotografii Josefa Koudelki "Czarny trójkąt" można oglądać do 29 lipca w krakowskim klasztorze Ojców Dominikanów, ul. Stolarska 12.


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.