Rzeczpospolita
06.08.02 Nr 182
A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


Od solidarności do nienawiści

Lotnisko w Warszawie, czekam na odlot. Przede mną grupa młodych ludzi jadących ewidentnie do pracy, do Anglii, do Stanów Zjednoczonych. Dziewczyna mówi o przestrodze ojca: "Pamiętaj, abyś nie zadawała się za granicą z Polakami, bo to najwięksi złodzieje i bandyci". Aha, a więc teraz tym się karmi polskie dzieci? Od ponad 20 lat mojej pracy w USA nie spotkałam się z takim poglądem - Polacy są generalnie uznawani za uczciwych, pracowitych, zdolnych, zamożnych. Czy moja uwaga odmieniłaby lata wychowania w rodzinie?

Polonia z całego świata pomaga rodakom w Polsce. Rocznie do Polski płynie strumień bezzwrotnej zapomogi w postaci ok. 5 miliardów dolarów. Polacy mieszkający za granicą opodatkowywują się w ten sposób na rzecz swoich bliskich w Polsce. Jeżeli w Polsce panuje pogląd, że jesteśmy "złodziejami i bandytami", to świadczy, iż z etosu solidarności ludzkiej przeszliśmy do etosu nienawiści samych siebie. O tym, że ta nienawiść do siebie samych nie jest dewiacją, ale powszechnym zjawiskiem występującym w różnych sferach społecznych, świadczy również inny przypadek.

Od wielu lat inwestujemy w Polsce przez sentyment do kraju. Dom, który zbudował dziadek w 1937 roku, w 1939 roku Niemcy zabrali na kwaterę. W 1945 państwo zabrało i zakwaterowało lokatorów. Po 1990 nic się nie zmieniło, ale uznaliśmy, że szkoda budynku, więc dwa lata temu wytynkowaliśmy dom, przeprowadziliśmy generalny remont, a także - w zgodzie z warunkami architektury - zbudowaliśmy garaż. Wtedy jedni z naszych sąsiadów uznali, że garaż psuje im widok, zaczęli pisać do urzędów skargi. Pomimo że pierwotnie wyrazili zgodę, dowiadując się, iż mieszkamy za granicą, uznali, że im się coś od nas należy. Postanowiliśmy dojść do porozumienia, porozmawiać. Zażądali rozmowy z udziałem ich adwokata. Zgodziliśmy się. Sąsiedzi zażądali 50 tysięcy zł. Za taką sumę będą nas kochać dozgonnie i nasz garaż będzie się im podobał. Gdy zaskoczeni próbowaliśmy im przemówić do rozsądku i wytłumaczyć, że wszelkie nasze prace w Polsce dają zatrudnienie ludziom, że nie musimy inwestować w kraju, ale robimy to z pobudek patriotycznych, wyśmiali nas, a adwokat ich powiedział, że nie interesuje ich to "czy przeszliśmy Syberię na piechotę", bo jego klienci żądają od nas pieniędzy. No właśnie, w Polsce nie interesuje to nikogo, że ludzie autentycznie przeszli Syberię na piechotę (znam takich ludzi i chociaż nie należę do ich pokolenia, mam dla nich ogromny szacunek). Liczy się szmal. A poza tym wszystkim chyba rodakom "gula" rośnie, gdy widzą, że komuś powodzi się nieco lepiej. Nie patrzymy na siebie wzajemnie z podziwem, nie cenimy osiągnięć innych, nie cieszymy się z cudzych sukcesów, ale nienawidzimy się, ile mamy sił. A szkoda, bo tę energię można zużyć lepiej. Stworzyć coś samemu. Cieszyć się z tego, co mamy. Szanować to, co mają inni.

Bożena Leśniowska, Nowy Jork, USA


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.