|
Opinie Tomasz P. Terlikowski Wyborcy o prawicowych poglądach oddadzą głos na PiS, a nie na LPR choćby po to, aby oddalić widmo recydywy III RP
Giertych, Jurek, Korwin-Mikke - trzech panów w wyborczej desperacji
PiS udało się w taki sposób narzucić pole publicznej debaty, że klasyczne poglądy konserwatywne stały się w niej zupełnie nieistotne. Spory o politykę prorodzinną, ochronę życia czy promowanie chrześcijańskiej tradycji zostały skutecznie wyparte z politycznych sporów - pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
| Tomasz P. Terlikowski | | MIROSLAW OWCZAREK |
Ani Roman Giertych, ani Marek Jurek, ani Janusz Korwin-Mikke nie staną się twarzami polskiej prawicy. Dziś dla PiS nie ma na prawicy realnej alternatywy. Liga Prawicy Rzeczypospolitej nie jest bowiem w stanie podjąć realnej walki ideowej o rząd dusz, lecz jest jedynie tratwą, która ma pomóc politykom o różnych poglądach dostać się do parlamentu. I jeśli środowiska, które same siebie określają jako konserwatywną prawicę chrześcijańską, nie zmienią taktyki - to nic nie wskazuje na to, by coś miało się w przyszłości zmienić. Pole bitwy wybrało PiS PiS udało się w taki sposób wybrać i narzucić pole publicznej debaty, że klasyczne poglądy konserwatywne stały się w niej zupełnie nieistotne. Spory o politykę prorodzinną (która, co trzeba przyznać, prowadzona jest często wbrew posłom PiS - vide: becikowe i ulga podatkowa na dzieci), obronę małżeństwa, ochronę życia (choćby przez wprowadzenie wreszcie w Polsce zasad określających status prawny zarodków i embrionów) czy wreszcie promowanie chrześcijańskiej tradycji zostały skutecznie wyparte z debaty publicznej. Ich miejsce w katalogu wartości znaczących dla prawicowych wyborców zajęły istotne dla państwa, ale - nie ukrywajmy - niekoniecznie prawicowe czy konserwatywne, problemy walki z korupcją, zwalczania oligarchii czy egzekwowania surowych wyroków. Spór między konserwatystami a liberałami (czy - by posłużyć się terminologią Jarosława Kaczyńskiego - między solidarystami a liberałami) dotyczy zatem obecnie nie tyle problemów cywilizacyjnych, ile prawnych. Na tak wyznaczonym polu sporu politycy Ligi Prawicy Rzeczypospolitej nie są specjalnie biegli, także dlatego, że wybrane przez PiS problemy nie wydają się im najważniejsze. Natomiast sami nie są w stanie zaproponować czegoś istotnie nowego. Próba mówienia na inny temat w sytuacji, gdy kampania toczy się wyłącznie według sprawnie marketingowo wyznaczonych reguł, musi nieuchronnie skończyć się marginalizacją. Oddalić widmo recydywy III RP Tym bardziej że sojusz narodowców Romana Giertycha z libertarianami Janusza Korwin-Mikkego i chrześcijańskimi konserwatystami Marka Jurka jest zlepioną w przedwyborczej desperacji koalicją partii, które łączy niewiele poza wyborczym interesem. Co gorsza, nad wizerunkiem nowego ugrupowania ciąży przeszłość Romana Giertycha, który - choć nieustannie deklarował swoją prawicowość - jeszcze przed kilkunastoma dniami miał iść do wyborów z lewicowo-postkomunistyczną Samoobroną i kreował na premiera człowieka, który okazał się mieć niemałe problemy z mówieniem prawdy. Na niekorzyść nowej LPR działa także pragmatyka układania list przez PiS. Zaproszenie na nie Antoniego Macierewicza czy Anny Sobeckiej sprawia, że wyborcy, których mogłyby przyciągnąć hasła Romana Giertycha i jego młodych współpracowników, równie dobrze mogą oddać swój głos na partię rządzącą. Umieszczenie na listach Jana Filipa Libickiego czy Kazimierza Michała Ujazdowskiego może przyciągnąć do PiS konserwatystów, którzy w innym wypadku gotowi byliby oddać głosy na Prawicę Rzeczypospolitej Marka Jurka, a wolnorynkowa Zyta Gilowska (choć jej liberalizm przeszedł zadziwiającą ewolucję od momentu, gdy została usunięta z PO) być może skłoni do głosowania na PiS niektórych fanów Janusza Korwin-Mikkego. Na korzyść partii braci Kaczyńskich działa również fakt nieustającego w zasadzie medialnego ataku na ich środowisko. Wyborcy o prawicowych poglądach mogą oddać na PiS swój głos już tylko na złość liberalnemu salonowi lub po to, aby oddalić widmo recydywy III RP. Niepraktyczna ideowość Jak dotąd nowa LPR nie proponuje wyborcom nic szczególnie nowego i atrakcyjnego. Wystąpienia Romana Giertycha oskarżającego PiS o wprowadzanie "nastroju obsesji, zagrożenia, grozy" wpisują się w nurt krytyki zapoczątkowany przez LiD i sprawnie rozgrywany przez "Gazetę Wyborczą", trudno więc uznać je za szczególnie skuteczne w walce o konserwatywnego i prawicowego wyborcę. Pomysły ideowe Janusza Korwin-Mikkego, tłumaczącego się z pomysłów pełnej legalizacji narkotyków czy chwalącego Adolfa Hitlera za sprawną gospodarkę, też raczej nie przysporzą nowej formacji prawicowych głosów. A zupełnie niewidoczna dotąd w kampanii partia Marka Jurka, Prawica Rzeczypospolitej, nie ma na razie realnego wpływu na kształtowanie wizerunku nowej koalicji. Samo deklarowanie walki o "ideowość w polityce" trudno zaś uznać za szczególnie skuteczny chwyt marketingowy. Wyborcy bowiem zwracają uwagę na ideowość, jeżeli politycy ją deklarujący są w stanie swoje idee wcielać w życie - a to nie jest najmocniejszą stroną tworzących nową formację liderów. Czas kultury Krach politycznych ambicji środowisk wyraziście konserwatywnych (także tych, które pozostają w PiS i PO, ale są w tych partiach marginalizowane) może jednak paradoksalnie wyjść prawicy - w dalszej perspektywie - na korzyść. Polski konserwatyzm potrzebuje dziś bowiem oddolnego cierpliwego budowania bazy społecznej i intelektualnej, a nie partyjnie uwikłanych parlamentarnych zagończyków. Walka o przyszłość polskiej prawicy rozgrywać się będzie bowiem nie tyle w parlamencie, ile w przestrzeni kultury, edukacji i formacji. O wiele ważniejsze dla niej jest zatem odzyskiwanie uniwersytetów, budowanie mocnych środowisk opiniotwórczych czy próba odzyskania głosu w sferze kultury. I to są zadania, które podjąć powinni liderzy konserwatywnej prawicy. Działalność wydawnicza, formowanie studentów, tak by nie podlegali wyłącznie lewicowo-liberalnej propagandzie, próba stworzenia przestrzeni rzeczywistej konserwatywno-liberalnej debaty intelektualnej - to działania, które mogą rozstrzygnąć przyszłość polskiej prawicy. Bez nich ani PiS, ani nowa LPR, ani nawet konserwatywne skrzydło PO (osłabione przecież przez odejście Jana Rokity) nie wygrają w starciu o rząd dusz z "Krytyką Polityczną" czy nowoczesną liberalną lewicą spod znaku LiD. Tomasz P. Terlikowski
|