Rzeczpospolita
08.06.02 Nr 23
A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


DO REDAKCJI

"Opowieść o upadku rządu Jana Olszewskiego"

Jako autor Uchwały Lustracyjnej, o której w sobotnio-niedzielnym numerze p.Waldemar Kuczyński ("Opowieść o upadku rządu Jana Olszewskiego") napisał: "28-V, czwartek. Dzień, który przeszedł do historii. Tego dnia szef Unii Polityki Realnej poseł Janusz Korwin-Mikke, oryginał, bardzo inteligentny, ale często zachowujący się niemądrze, zgłosił projekt uchwały o ujawnieniu agentów UB i SB. Sejm ten projekt uchwalił, nie dopuściwszy do debaty. Zaskoczenie było zupełne, kluby przeciwne uchwale nie zdążyły uzgodnić stanowisk ani się zmobilizować" - pragnę to częściowo sprostować, a na pewno w sposób istotny uzupełnić.

Przede wszystkim: nie wiem, co było "niemądrego" w tym, że zgłosiłem - i przeforsowałem - Uchwałę Lustracyjną - nb. znacznie lepszą, od obecnej Ustawy. Ja bym raczej to podziwiał jako majstersztyk: 3-osobowe Koło Poselskie UPR (pp.Lech Pruchno Wróblewski, Andrzej Sielańczyk i niżej podpisany) przeforsowało w naszpikowanym agenturą Sejmie swoją Uchwałę!

Uchwała przeszła właśnie dlatego, że nie była z nikim uzgodniona. Dość przypomnieć, że co najmniej dwie (wówczas) wielkie partie, które prawie w całości głosowały za Uchwałą, były prowadzone przez osoby z "listy Macierewicza! Przeszła, gdyż Unia Demokratyczna była sparaliżowana (Jej kierownictwo było na lunchu wydanym przez prezydenta Izraela - dlatego wybrałem ten moment!), a SLD wstrzymało się od głosu (zapewniając jednak quorum)

Niestety: Uchwała została podczas debaty "poprawiona" - czyli popsuta. W oryginale nie miała dotyczyć prezydenta - i nikogo poniżej szczebla wojewody. Po "poprawce" nadgorliwców p. Lech Wałęsa stał się żarliwym (i skutecznym) wrogiem lustracji - i znalazł w tym milczące poparcie 3 milionów osób, których teczki znajdowały się na ul. Rakowieckiej.

Pierwotny projekt dotyczył również agentów UB, SB i UOP - do dnia uchwały. Mało kto sobie uświadamia, że agenci UOP np. w parlamencie są (wbrew własnym intencjom) dla porządku prawnego III RP znacznie groźniejsi niż b. agenci SB - bo SB już nikomu żadnego polecenia dać nie mogła i nie może. III RP jest państwem marionetkowym: rzekomy "minister Czegoś-Tam" to w rzeczywistości referent MSWiA, podległy bynajmniej nie premierowi, ale jakiemuś dyrektorowi departamentu, a rzekomy "poseł partii XYZ" nie realizuje programu partii, lecz instrukcje. P.Andrzejowi Milczanowskiemu, następnemu ministrowi SW, wyjaśniłem, że moim następnym krokiem będzie wystąpienie z Uchwałą nakazującą MSW wycofanie swych agentów z parlamentu i z rządu. Odpowiedzią był wniosek o rozwiązanie Sejmu (który byłby do tego zdolny - SLD zapewne głosowałby ZA!)

Nikt nie wspomina też o innej rzeczy podstawowej: p. Antoni Macierewicz Uchwały (nawet w wersji wykoszlawionej) NIE wykonał! Miał ujawnić agentów UB i SB (na określonych stanowiskach) - a ujawnił (do czego się wielokrotnie przyznawał) tych agentów UB i SB, którzy już nie pracują dla UOP!! Już lepiej byłoby, by Uchwały nie wykonał (miał do tego prawo - Uchwała zmuszała go do wykonania czynności sprzecznych z prawem; byliśmy tego absolutnie świadomi!); lepiej nie wiedzieć nic, niż mieć wiedzę zniekształconą (np. lepiej nie wiedzieć, ilu jest agentów w Sejmie, niż "wiedzieć" że jest ich tylko 34).

Tymczasem TW SB (czasem i UB), którzy zostali odrzuceni przez UOP - to garstka nieużytecznych agentów. Na sali siedziało ich o wiele więcej - ale głosowali ZA Uchwałą, gdyż bali się zdekonspirować, a nie zdążyli pobrać z MSW instrukcyj. Znam przykłady agentów, którzy tuż przed ujawnieniem "listy Macierewicza" przyznali się, że agentami byli - a nie było ich na Liście. Nie było - gdyż nadal byli - i w większości są - agentami.

Wyjaśniam, że nie mam nic przeciwko uczciwym agentom UOP czy SB - ale agenci MSW nie mają prawa być prawodawcami!!! Albo się jest panem - albo sługą państwa.

Zwracam uwagę, że pierwotny projekt Uchwały dotyczył również agentów UOP, którzy nigdy NIE byli agentami UB lub SB. Jeśli takowych nie było - to nie ma tematu. A jeśli byli - to czy nikt nie widzi niebezpieczeństwa w tym, ze władze nowej III RP pakują agentów do aparatu władzy (co z takim trudem zaczęto w KDL-ach likwidować po upadku stalinizmu!)?

Wreszcie sprawa podstawowa. Wg UPR lustracja miała być oczyszczeniem aparatu III RP z ludzi, którzy mogli być szantażowani, ulegać szkodliwym wpływom - i tyle; wg "centro-prawicowców" miała to być zemsta na funkcjonariuszach aparatu represji (nb.: od czasów Gomułki już dość łagodnych represyj).

Za tym kryło się - fałszywe, wg mnie - założenie, że "PRL była czymś istotnie różnym od III RP, bo była dependencją sowiecką - więc akty prawne wydawane przez PRL są ważne tylko wtedy, jeśli nam się tak podoba, funkcjonariusze aparatu PRL to z założenia zbrodniarze, chyba że uznamy inaczej - itp. "Centro-prawica" - dzieci wychowane w szkołach PRL - traktowała Prawo dokładnie tak samo, jak "komuniści" traktowali prawo "burżuazyjnej" II RP!!!

Tyle o błędach "centro-prawicy". Do błędu, jakim było pominięcie sędziów Trybunału Konstytucyjnego (od nich należało lustrację rozpocząć!) przyznaję się - to wina UPR. Głównie moja: nie pomyślałem, że TK w ogóle będzie się tą sprawą zajmował - bo zgodnie z ówczesną Konstytucją w ogóle nie był do tego uprawniony! Ale, jak widać, sam sobie to prawo uzurpował i Uchwałę (nielegalnie) "unieważnił". Przy milczącej zgodzie innych, też zainteresowanych.

Janusz Korwin-Mikke


Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam dzienniczek Waldemara Kuczyńskiego z okresu obalania rządu Jana Olszewskiego m.in. przez Unię Demokratyczną. Pisze w nim pan Kuczyński o rządowej "propagandowej ofensywie, która zaczęła się już następnego dnia salwami dziennika ČNowy ŚwiatÇ". Passus ten wymaga sprostowania. Oświadczam stanowczo, jako wydawca numeru "NŚ" z 5 czerwca 1992 r., że żaden zamieszczony wtedy tekst nie był uzgadniany z nikim z rządu, z żadnej jego agendy, z Porozumienia Centrum czy jakiejkolwiek innej partii. Decyzję o nieumieszczeniu tego dnia w piśmie "listy agentów" podjął osobiście nowy redaktor naczelny, co trudno uznać za akt prorządowej propagandy. Omówienie wydarzeń oparto na dostępnych informacjach, a komentarze odzwierciedlały poglądy redaktorów.

Rząd, prezydent ani ich agendy w żaden sposób również nie finansowały ani nie wspomagały wydawania "Nowego Świata", pisma w 100 proc. wtedy prywatnego.

Czy tak trudno było sobie wyobrazić, że istnieje środowisko - skutecznie rozbijane, to prawda - wyznające pogląd, że Polską nie powinni rządzić pracownicy SB ani ich agenci, i czy trudno było sobie wyobrazić, że nie musi to środowisko wysługiwać się władzom, nawet jeśli znajduje się po tej samej stronie sceny politycznej?

Teresa Bochwic, zastępca redaktora naczelnego dziennika "Nowy Świat" w okresie IX 1991 - II 1992 i VI 1992 - I 1993


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.