24.03.07 Nr 071
   Plus Minus

Konserwatyści muszą robić swoje

Rozmowa Piotra Zychowicza z prof. Rogerem Scrutonem

plus_minus_a_6-1.F.jpg
BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

Rz: Dlaczego konserwatyści przegrali bitwę o umysły zachodnich Europejczyków?

Roger Scruton: Nie jestem aż tak pesymistyczny. Konserwatyści na pewno utracili wpływ na europejską elitę, na ludzi, którzy podejmują najważniejsze decyzje w europejskich instytucjach. Ale wierzę, że bitwa o umysły zwykłych Europejczyków nadal się toczy. To, że nie jest aż tak źle, widać podczas wyborów, gdy wielu ludzi opowiada się za konserwatystami.

Czyli głosują na brytyjską Partię Konserwatywną, niemiecką CDU czy francuską UMP. Ale czy te partie można jeszcze nazywać konserwatywnymi?

Wiele europejskich ugrupowań przeszło długą drogę i zmieniło swoje tradycyjne poglądy na szereg fundamentalnych zagadnień. Szczególnie tych dotyczących moralności. W dużej mierze spowodowane jest to zanikiem religijnego fundamentu w wielu społeczeństwach, a to z kolei jest skutkiem procesów sekularyzacyjnych.

Europejczycy stracili chęć do bronienia swoich ideałów?

To sprawa pewnego determinizmu. Wielu ludzi uważa, że pewne globalne prądy są zbyt silne, żeby się im przeciwstawiać, i po prostu rezygnują z walki. Stają się mniej pewni siebie, nie wierzą już we własną tożsamość. A konserwatyzm sprowadza się właśnie do tego, żeby wiedzieć, czym jest nasza tożsamości, i starać się ją utrzymywać.

Może konserwatywna ideologia w dziesiejszych czasach po prostu straciła swoją atrakcyjność?

To niestety może być prawda. Konserwatyzm opowiada się za tradycyjnym ładem społecznym, który w dziesiejszych czasach materializmu i rozluźnienia obyczajów, nie jest, niestety, zbyt popularny.

Media na pewno nie wspierają konserwatywnego ładu.

W Ameryce są lewicowe potężne media, ale są także równie wpływowe stacje i gazety należące do fundamentalistycznych chrześcijan. Natomiast w Europie Zachodniej nie ma alternatywy. Najważniejsze media znajdują się w rękach liberalnego establishmentu. I to właśnie one w dużym stopniu kształtują opinie ludzi.

Dlaczego konserwatyści tak słabo się bronią?

Oni walczą w takich miejscach jak Polska, gdzie kultura katolicka jest nadal wyjątkowo silna. Gdzie indziej faktycznie jest znacznie gorzej. Europa wyszła z II wojny światowej z niezwykle zsekularyzowaną moralnością. Wielu ludzi po tym, co przeżyli i widzieli, miało poczucie, że Bóg ich opuścił. Potem przyszedł rok 1968. Po kilkudziesięciu latach skutek jest taki, że na Zachodzie zabrakło religijnego fundamentu, na którym można by oprzeć rekonkwistę ludzkich dusz.

Jedną z najważniejszych idei lewicy jest polityczna poprawność. Niektórzy porównują ją z totalitarną propagandą. Zgadza się pan z tak ostrą oceną.

Rzeczywiście ma ona w sobie elementy totalitaryzmu. Dochodzi przecież do tego, że za skrytykowanie homoseksualizmu można ponieść poważne konsekwencje służbowe. Polityczna poprawność narzuca nam to, w jaki sposób mamy się wyrażać, zachowywać, w jaki sposób mamy myśleć. Jeżeli się wyłamujesz - ponosisz karę. W momencie gdy ta ideologia przybiera postać norm prawnych, mamy o co się martwić.

Czasami polityczna poprawność przybiera groteskowe formy. Ostatnio w jednej z brytyjskich szkół, żeby nie urazić muzułmanów, zabroniono śpiewać dzieciom o "trzech świnkach". Jak dorośli ludzie mogą wymyślać takie rzeczy i brać je na poważnie?

Ze strachu. Ludzie zaczynają się panicznie bać, żeby nikogo nie urazić. Brakuje im moralnego kręgosłupa. Gdy człowiek pozbywa się jednego systemu wartości - w tym wypadku chrześcijańskich - powstałą próżnię musi coś zastąpić. Ze względu na dominację lewicy w świecie opinii wybór jest prosty. Europejczycy zaczynają myśleć w nowy sposób, przejmować cudze poglądy i są przekonani, że myśleli tak od zawsze.

Polityczna poprawność stara się objąć swoim zasięgiem kolejne obszary naszego życia. Nawet sport. Pan jako uczestnik polowań na lisy przekonał się o tym osobiście.

Ruch obrońców praw zwierząt jest integralną częścią politycznej poprawności. Gdy jesteś pozbawiony głębszych wartości moralnych, jeżeli nie uważasz człowieczeństwa za coś wyjątkowego, zaczynasz widzieć w swoim bliźnim rodzaj zwierzęcia. I odwrotnie. Proszę zwrócić uwagę, że w rozmaitych sporach, w których biorą udział ekolodzy, dobro zwierząt okazuje się ważniejsze od dobra ludzi. Tradycyjne sporty Europejczyków wyjątkowo im przeszkadzają. W Wielkiej Brytanii zabroniono już polowań z nagonką na lisy. Teraz ekolodzy zabierają się za wyścigi chartów, a w Hiszpanii za corridę, która przecież jest osadzona w kulturze iberyjskiej od setek lat. Pewne rzeczy zawsze wzbudzały kontrowersje. Ale niegdyś ludzie byli znacznie bardziej pewni siebie, wierzyli w to, co robili, i potrafili się bronić. Z drugiej strony - wbrew pozorom - to właśnie kiedyś panowała prawdziwa tolerancja. Można się było z kimś nie zgadzać, ale akceptowało się jego poglądy. Wielu z tych ludzi, którzy działają dzisiaj pod szyldem tolerancji, jest w rzeczywistości skrajnie nietolerancyjnych. Po prostu nie akceptują nikogo, kto myśli inaczej niż oni, obrzucają go obelgami, niszczą. Chodzą po świecie z poczuciem nienawiści i szukają kolejnych spraw, którymi mogą się zająć.

W Polsce ruch na rzecz przyznawania kolejnych przywilejów homoseksualistom dopiero raczkuje. Czy możemy się spodziewać jego radykalizacji?

Oczywiście. To rodzaj procesu, który nie dzieje się spontanicznie, nie wynika z naturalnych potrzeb. Mamy do czynienia z ideologią, zorganizowanym ruchem, który wszędzie działa według pewnego schematu. Zaczyna od umiarkowanych żądań, a następnie, w miarę oswajania opinii publicznej, wysuwa kolejne. To taktyka, którą homoseksualiści będą chcieli zrealizować również w Polsce. Komunizm zamroził pewne procesy modernizacyjne, dlatego teraz stoicie wobec tych wyzwań, w obliczu których my znaleźliśmy już jakiś czas temu.

Skąd w liberalnych środowiskach bierze się taka nienawiść do chrześcijaństwa?

Tym ludziom ciąży brzemię przeszłości. Chcą się od niego uwolnić. Odwrócić całkowicie od własnej religii, znienawidzić ją. Potem określają to enigmatycznie: "straciłem wiarę". To syndrom młodych ludzi, którzy chcą odejść z domu i rozpocząć nowe, dorosłe życie. Oni też zaczynają nienawidzić swoich rodziców. Oczywiście po pewnym czasie wracają. Mam nadzieję, że europejską cywilizację też czeka proces "powrotu do domu".

Wierzy pan więc, że procesy modernizacyjne da się odwrócić?

Oby. Nie sądzę bowiem, żeby normalni, racjonalni ludzie czuli się dobrze w świecie politycznej poprawności i antychrześcijańskich fobii. W świecie, który odwraca się plecami do wyznawanych przez nich wartości. Niestety, nie mają jednak przywódców, którzy mogliby ich poprowadzić. Mam nadzieję, że konserwatywni intelektualiści i politycy znajdą w sobie niezbędną siłę.

O ile chrześcijaństwo jest wrogiem numer jeden dla europejskich salonów, w wyjątkowo pobłażliwy sposób patrzą one na muzułmanów.

To dlatego, że islam jest czymś zewnętrznym. Sprawia to, że staje się łatwiejszy do zaakceptowania dla elity, która nienawidzi własnego dziedzictwa. Wpływa na to również swoisty kompleks winy wobec Trzeciego Świata (a islam jest jego częścią) oraz chęć bratania się z wrogiem. To ostatnie zjawisko widzieliśmy już w XX wieku, gdy wielu krótkowzrocznych intelektualistów sprzymierzyło się z komunizmem.

Lewica argumentuje, że walczy z chrześcijaństwem ze względu na jego "wsteczność" czy "staroświeckie zabobony", a przecież islam na wiele spraw zapatruje się jeszcze bardziej radykalnie niż katolicyzm.

Mamy tu do czynienia z bardzo ciekawym paradoksem politycznej poprawności. Zarówno muzułmańscy imigranci, jak i homoseksualiści są grupami chronionymi przez tę ideologię. Tymczasem stosunek wyznawców islamu do gejów i lesbijek jest wyjątkowo agresywny.

Jak ocenia pan ideę multikulturalnego społeczeństwa?

Myślę, że ludzie zdali już sobie sprawę, że to nie jest żadne rozwiązanie, tylko problem. Multikulturalizm miał być odpowiedzią na wyzwanie, jakim było pogodzenie ze sobą nowych, różnorodnych mniejszości ze starą, trwającą od wieków społecznością. Postanowiono odseparować od siebie ludzi, pozwolono im żyć we własnych zamkniętych społecznościach. Tymczasem potrzebujemy integracji, nie zaś podtrzymywania różnic na siłę. Multiukulturalizm jest w istocie segregowaniem ludzi. A to, jak wiemy z historii, wywołuje wrogość, a w skrajnych przypadkach wojny domowe.

Podczas niedawnych zamieszek w Paryżu francuscy dziennikarze przez pierwsze kilka dni nie informowali opinii publicznej o tym, kto pali samochody. Czytelnicy i widzowie mogli się tylko dowiedzieć, że w zamieszkach bierze udział "młodzież". Czy z takim nastawieniem Europa może sobie poradzić ze stojącym przed nią wyzwaniem?

Jeżeli cenzurujemy swój język, to faktycznie nie ma już wielkiej nadziei na pokojowe rozwiązanie konfliktu między dwoma społeczeństwami.

Może jest po prostu za późno na podjęcie jakichś zdecydowanych działań. Wskaźniki demograficzne wydają się być nieubłagane.

Tego akurat bym się tak bardzo nie obawiał. Muzułmanie nie będą w stanie utrzymać długo tak wysokiego przyrostu naturalnego. Zwykle jest on charakterystyczny dla ludzi na dorobku. Gdy już osiągną pewien status i wejdą w posiadanie towarów luksusowych, zaczynają mieć coraz mniej dzieci. To logika rozwoju społeczeństw.

Jaka więc przyszłość czeka Europę?

Myślę, że jej mieszkańcy w końcu odkryją na nowo swoją tożsamość. Nie uda się tego jednak osiągnąć za pośrednictwem biurokratycznego molocha, jakim jest Unia Europejska. Każdy kraj dojdzie samodzielnie do tego, żeby skonfrontować się z problemem kurczącej się substancji narodowej. Oczekuję, że nastąpi to już wkrótce.

Czyli nie podziela pan apokaliptycznej wizji eurokalifatu, w który ma zamienić się Stary Kontynent za kilkadziesiąt lat?

Nie. Islam jest całkowicie niekompatybilny z nowoczesnym światem. Teraz znajduje się na fali ze względu na sytuację międzynarodową. Jest ruchem protestu biednych krajów przeciwko nowoczesnemu światu. Ale nowoczesny świat ostatecznie zwycięży. Islam znowu się załamie i na kolejnych siedemset lat zejdzie w cień, wyrzeknie się globalnych ambicji.

A co się stanie z ideą integracji europejskiej?

Na naszych oczach toczy się spór o to, czy Europa będzie gigantycznym superpaństwem czy kontynentem luźno ze sobą stowarzyszonych państw narodowych. Wydaje się, że właśnie teraz ten spór doszedł do punktu, w którym zostanie ostatecznie rozstrzygnięty. Wierzę, że idea superpaństwa poniesie porażkę. Jest ona bowiem niemożliwa do zrealizowania. Nie da się wytworzyć kolektywnego, europejskiego patriotyzmu. Istnieje tylko patriotyzm narodowy i tylko na nim można budować przyszłość Europy.

Widzę, że jest pan optymistą.

Tego, czy konserwatywne idee powrócą do Europy i czy uda im się stawić czoła problemom kontynentu, nie jestem w stanie przewidzieć. Nie jestem prorokiem. Na razie musimy robić to, co uważamy, że jest słuszne, i głośno mówić prawdę. Reszta zależy od Boga i historii. ¦

Rz



Drukuj artykuł Drukuj artykuł Wyślij artykuł Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.