07.09.05 Nr 209
   ZWYCZAJE W PRACY
ROZMOWA
Problemy rozwiązywać bez emocji

Przepychanki, kto ważniejszy

Katarzyna Korpolewska, psycholog, właścicielka firmy Profesja Consulting
(c) RAFAŁ GUZ

Rz: Skąd się biorą konflikty w pracy?

Katarzyna Korpolewska: Jakoś tak jest, że o ile szybko przyzwyczajamy się w pracy do różnych niedogodności, typu zły dojazd, ciasny pokój, o tyle do ludzi trudniej. Denerwują nas ich nawyki, odmienne poglądy itd.

Dlaczego?

Kiedyś pracujący w Polsce cudzoziemiec był zdziwiony, że Polacy w miejscu pracy bardzo emocjonalnie podchodzą do różnych spraw. A wynika to z tego, że współpracownicy starają się o sobie nawzajem wiedzieć jak najwięcej: kto ile ma dzieci i jakie mają stopnie w szkole. Gdzie pracuje mąż czy żona, a nawet jakie mają problemy w domu. On sam twierdził, że o życiu prywatnym swoich kolegów z pracy wie niewiele. W Polsce pierwszy raz spotkał się także z sytuacją, kiedy jeden pracownik odmówił współpracy z drugim, bo go nie lubił.

Większa wiedza o innych powoduje więcej napięć?

Jeśli inni są dla nas tylko współpracownikami, to mamy większy dystans do nich i do tego, co robią. Łatwiej nam przejść do porządku nad tym, że w jakichś sprawach się nie zgadzamy. Jeśli współpracownik jest naszym kolegą, relacje między nami stają się bardziej osobiste. Wszelkie spory czy konflikty są dla nas trudniejsze do zaakceptowania. Jak zawiedzie nas współpracownik - trudno, ale jeśli kolega - nie możemy tego darować. Współpracownicy to nie osoby, które sobie wybraliśmy po to, żeby miło spędzić czas. To ludzie, których wybrał dział rekrutacji, i naszym wspólnym celem jest wykonanie określonych zadań.

W pracy rywalizujemy, kto jest lepszy, kto więcej zarabia, walczymy o uznanie szefa. To także nie sprzyja dobrym relacjom.

Te przepychanki, kto lepszy, kto ważniejszy, przypominają mi zachowanie dzieci w szkole. Naprawdę dużo lepiej by nam się pracowało, gdybyśmy skupili się na tym, co mamy do wykonania.

Ale z rozmaitymi sporami, spięciami, a nawet intrygami musimy sobie jakoś radzić. Jak?

Takie sytuacje przede wszystkim należy rozstrzygać na bieżąco. A to dlatego, żeby osobom, które je wywołują, nie dać pola do popisu w przyszłości. Trzeba być asertywnym i otwarcie rozwiązywać problemy. W ten sposób pokazujemy otoczeniu, gdzie są granice, których nie wolno przekroczyć. Konflikty należy rozwiązywać na poziomie faktów, rzeczowo i spokojnie, a nie emocjonalnie, co wynika z relacji interpersonalnych. Trzeba wyjaśnić, co się stało i o co mamy pretensje. Kiedy zaczynamy reagować emocjonalnie, może to się obrócić przeciwko nam. Szefowie nie lubią pyskówek między podwładnymi. Poza tym, jeśli ktoś na przykład ukradł nasz pomysł, to łatwiej nam będzie wyjaśnić sytuację, gdy nie zinterpretujemy jej w ten sposób, że zrobił to, bo jest wredny, bo mnie nie lubi czy mści się, bo powiedziałam w biurze, że zerwała z nim narzeczona. Mając dystans do współpracowników, łatwiej zaakceptujemy nasze charaktery czy nawyki.

Rozmawiała Dorota Czerwińska



Drukuj artykuł Drukuj artykuł Wyślij artykuł Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.