28.07.07 Nr 175
   Warszawa
O HISTORII INACZEJ
Nowoczesne lekcje patriotyzmu

Miłośnicy literatury biegają po Warszawie w poszukiwaniu znanych z książek miejsc. Artyści malują na murze swoje impresje związane z historią miasta. Najmłodsi mieszkańcy z rodzicami szyją najdłuższą w Polsce flagę. Wszystko z inspiracji Muzeum Powstania. Bo to już dziś nie tylko muzeum...

warszawa_a_1-1.F.jpg
Koncerty w parku Wolności - to prowokowanie do reflekcji o historii także przez współczesną muzykę
ADAM JAGIELAK
warszawa_a_1-2.F.jpg
Edward Dwurnik pierwszy zamalował swoją przestrzeń muralem
SEWERYN SOŁTYS
warszawa_a_1-3.F.jpg
Sala z liberatorem jest miejscem spotkań i dyskusji nie tylko o powstaniu
JULIA SIELICKA/MPW
warszawa_a_1-4.F.jpg
W pracowni konserwacji papieru
JULIA SIELICKA/MPW
warszawa_a_1-5.F.jpg
Dyrektor muzeum Jan Ołdakowski z modelem liberatora
JULIA SIELICKA/MPW

Po hucznie świętowanej 60. rocznicy sierpnia 1944 mieszkańcy miasta znów zaczęli interesować się lokalną historią. Chcą ją poznawać nie tylko z naukowego punktu widzenia. Pomaga im w tym Muzeum Powstania Warszawskiego.

Trzy lata jego działalności pokazują, że nie jest to tylko placówka z nowoczesnymi salami wystawowymi, eksponatami, których można dotknąć, nowymi wystawami i kolejnymi publikacjami naukowymi. To już nie tylko miejsce spotkań powstańców i naukowych dyskusji. Muzeum zaczęło spełniać także funkcję nowoczesnego centrum kulturalnego coraz bardziej otwierającego się na zewnątrz - na oryginalne, czasem nawet kontrowersyjne inicjatywy najróżniejszych środowisk.

Muzeum stawało się takim centrum w sposób naturalny. Skoro było ośrodkiem organizującym obchody powstania, to właśnie tutaj po ich zakończeniu zaczęły się zgłaszać najróżniejsze osoby z inicjatywami ożywiającymi historię Warszawy.

- Śmiejemy się trochę we własnym gronie, że dziś już Muzeum Powstania Warszawskiego to taki kryptonim akcji - stwierdza jego dyrektor Jan Ołdakowski. -W rzeczywistości formuła instytucji jest szersza, podporządkowana tylko głównemu założeniu, by uczyć historii, patriotyzmu i przedstawiać te kwestie tak, by nie było nudno.

O Warszawie: filmy i literatura

By stworzyć miejsce dialogu o Warszawie powołano przy muzeum Instytut Stefana Starzyńskiego.

-Gdyby nie powstanie, nie byłoby współczesnej Warszawy. Wyszliśmy z założenia, że warszawiacy mają już dość mówienia, że ich miasto jest brzydkie, szare i nudne. Chcą czuć, że jest interesujące i po prostu fajne - mówi Dariusz Gawin, wicedyrektor Muzeum Powstania, szef instytutu. - Pokazaliśmy więc możliwości innego opowiadania o Warszawie.

Okazało się, że z powodzeniem można o niej opowiadać nie tylko przez pryzmat dawnej świetności, której symbolem są Zamek Królewski, Łazienki czy pałac w Wilanowie. Te obiekty przecież od lat przewijają się w opowieściach warszawskich przewodników i są miejscem pielgrzymek turystów.

Poza naukowymi dyskusjami kluczem do spotkania z historią stolicy mogą być również obrazy utrwalone w filmach i literaturze, także współczesnej.

Stąd na przykład pomysł zorganizowania gier miejskich. Uczestnicy zabawy wędrują przez miasto i mają za zadanie na podstawie wskazówek odnaleźć miejsca utrwalone w polskich książkach. Zaczęło się od "Złego" Tyrmanda.

Jedna z pracownic instytutu brała już wcześniej udział w różnych grach miejskich (z ang. playground).

- Zaprosiliśmy więc najpierw do współpracy organizatora takich gier w różnych miastach Krzysztofa Bieleckiego "Sępa", potem sami przetworzyliśmy zasady, dostosowaliśmy je do naszych potrzeb - opowiada kierownik Instytutu Stefana Starzyńskiego Hanna Radziejowska.

Do dziś odbyło się już osiem gier, m.in. na podstawie "Kariery Nikodema Dyzmy" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, "Madame" Antoniego Libery, opowiadań Wiecha czy "Klina" Joanny Chmielewskiej i filmu "Lekarstwo na miłość" na podstawie tej książki. W ostatniej z wymienionych zabaw wzięło udział ponad 400 uczestników!

-Zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. W pewnym momencie zabrakło nam kart uczestnictwa, a kolejka chętnych była wciąż długa - wspomina rzecznik muzeum Anna Kotonowicz.

Równolegle z zabawami literackimi pojawiły się projekty filmowe. Na przykład cykl spotkań "Warszawa w przedwojennym filmie" zorganizowany zmyślą o osobach zainteresowanych kinem i życiem artystycznym stolicy lat 30. i 40. XX wieku. Rozmawiano np. o Eugeniuszu Bodo, który przedstawiony był nie tylko jako gwiazdor, bożyszcze ekranu, ale także - oceniając współczesnymi kategoriami -świetny menedżer kultury.

W Filmowych Spotkaniach z Warszawą wzięli natomiast udział chętni do dyskusji z twórcami współczesnych filmów o kreowaniu w kadrze stolicy jako miasta symbolicznego, miasta ikony w okresie PRLi obecnie.

Ruszyła też fala nietypowych publikacji -pojawił się przewodnik po filmowej Warszawie, przygotowywana jest właśnie płyta DVD, na której będą warszawskie fragmenty ze słynnych filmów. Gdzieś w tle pojawiają się w nich PKiN, Muzeum Narodowe, nieistniejąca już kawiarnia czy kamienica.

Kolejną formą opowieści o mieście będzie przewodnik po blokowiskach przygotowywany przez Jarosława Trybusia. Co pięknego można znaleźć w PRL-owskich osiedlach z płyty? -Warszawa jest jak syrenka, częściowo piękna i powabna, częściowo jak oślizły stwór - mówi Hanna Radziejowska. - Chcemy więc nawet w tych mało ciekawych miejscach szukać piękna.

O historii: murale, koncerty i tańce

Niektóre inicjatywy muzeum wzbudzały kontrowersje. Nie wszystkim powstańcom podobała się na przykład impreza "Taniec na dechach" w parku Wolności. Był to rodzaj festynu utrzymanego w stylu przedwojennej warszawskiej zabawy, gdzie m.in. uczono kroków polki galopki.

Niektórzy byli oburzeni, że w miejscu, które ma upamiętniać śmierć bohaterów walk, odbywają się zabawy. Ale były to głosy odosobnione i nie zraziły organizatorów. To przecież nie pierwsza i niejedyna impreza, która przez rozrywkę nawiązywała do historii.

- Młodzi ludzie nie lubią mówić o historii samej w sobie, to ich nie interesuje. Ale chętnie zajmują się nią, gdy proponuje się im coś w ich własnym języku. Stąd na przykład pomysł na komiks o powstaniu albo właśnie koncerty, w których młodzieżowe zespoły wplatają powstańcze motywy w utwory skomponowane w różnych stylach - tłumaczy Jan Ołdakowski.

Na koncerty "Pamiętamy , 44" organizowane w parku Wolności - taki jak ten, który ma się odbyć w sobotę o godz. 19 - przychodzi przede wszystkim młodzież, także grupy alternatywne, anarchiści. Gdy jeden z pracowników muzeum zapytał młodego chłopaka z charakterystycznym "A" na koszulce, czemu interesuje się powstaniem i czemu tu jest, ten odpowiedział: - Lubię tych chłopaków i rozumiem. Przecież powstańcy też walczyli z systemem.

Ołdakowski wymyślił też, że przestrzeń wokół muzeum można oddać współczesnym artystom. Natchnęły go do tego spotkania z grupą Twożywo.

Na fragmencie muru wydzielono więc 30 stanowisk, gdzie kolejne znane osoby tworzą swoje murale. Pozostawili je już m.in. Edward Dwurnik (sentymentalne twarze powstańców - kwiat ówczesnej młodzieży), Wilhelm Sasnal (żółte bratki w kształcie czaszek), artyści toruńskiej Galerii Rusz.

-Zamiast eksponować martyrologię, odnieśliśmy się do współczesności - tłumaczyli Joanna Górska i Antena Boy z Rusz.

Namalowali kolorowe cyrkle i ołówki, spośród których wyłania się hasło: "Wykreślanie wielkich idei".

-Wykreślać to wytyczać, a z drugiej strony wymazać. Powstańcy wyznaczyli wielką ideę wolności, ale też pamięć o nich na 45 lat została skreślona z polskiej historii -wyjaśnili przesłanie.

O Polsce: flaga, orzełek i żółw

Muzeum Powstania opracowało specjalny sposób opowiadania o historii dzieciom i zaszczepiania im patriotycznych postaw. Temu miał służyć m.in. rodzinny festyn w Dniu Flagi, podczas którego całe rodziny szyły w parku Wolności najdłuższą w Polsce 60-metrową biało-czerwoną, która zawisła później na wieży muzeum. Wspólnie układali też godło z puzzli.

Jedną z oryginalnych inicjatyw jest wpuszczenie raz w tygodniu maluchów do muzealnej pracowni konserwacji papieru. A tam wykorzystuje się przecież ostre narzędzia i niebezpieczne chemikalia.

- To prawie tak groźne jak wejście słonia do składu porcelany, ale udaje nam się ten żywioł opanować - śmieje się konserwator Anna Grzechnik.

Podczas zajęć dzieci przygotowują samodzielnie zeszyt "Małego konspiratora" z czerpanego papieru, a przy okazji dowiadują się o tym, co jedli powstańcy, skąd brali wodę, jak wyglądały łapanki czy jak budowano barykady na ulicach. Poznają też powstańcze symbole np. żółwia, który oznaczał postawę biernego oporu. Maluchy mają też w muzeum swoje jasełka, spotkania z teatrem i przedwojennymi bajkami. Kto wie, czy maluchy nie pojawiają się tam równie często, jak powstańcy. Nie darmo mówi się, że Muzeum Powstania Warszawskiego jest instytucją dziadków i wnuków.

IZABELA KRAJ,



Drukuj artykuł Drukuj artykuł Wyślij artykuł Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.