Rzeczpospolita
12.06.04 Nr 136
Drukuj artykułWyślij artykuł
Polacy atakują Prusy - Akcja "Szczęsnego"

SZOK W REICHU


Jednym z pięciu oddziałów tworzących VIII Uderzeniowy Batalion Kadrowy AK dowodził ppor. Stanisław Karolkiewicz "Szczęsny". Dziś - prezes Światowego Związku Żołnierzy AK.

Odwet polski na terenach należących bezpośrednio do Reichu musiał wzbudzić przerażenie wśród pruskich Niemców, zmuszając do zastanowienia nad kosztami zbrodniczej działalności wobec Polaków na terenie Białostocczyzny.

W lipcu 1943 r. "Szczęsny" organizował na nadbużańskich terenach powiatu Bielsk Podlaski kolejny oddział partyzancki wchodzący w skład VIII UBK. Dowodzona przez niego grupa liczyła 28 partyzantów i dzieliła się na 3 drużyny dowodzone przez Stanisława Mazura "Protazego", Andrzeja M. Gadulskiego "Nasia" i Henryka Kleybora "Jura" (uzbrojenie stanowiły: 1 ckm Maxim 08, 3 rkm Diektariewa, 1 mp, 3 ppd, 3 swt, blisko 20 kb różnych typów i 10 sztuk broni krótkiej; na każdego partyzanta przypadło po kilka granatów i 200 - 300 sztuk amunicji). Specyficzną cechą oddziału były pseudonimy z "Pana Tadeusza", wybrane przez większość żołnierzy. Był więc "Kropidło", "Hrabia", "Rejent", "Gerwazy", "Domejko" i "Dowejko", "Sak", była nawet "Zosia" (Zofia Kobylińska, sanitariuszka grupy). Wśród podkomendnych "Szczęsnego", w znacznym stopniu ochotników z podlaskich wiosek z okolic Drohiczyna i Ciechanowca, było wielu uczniów i absolwentów gimnazjum drohiczyńskiego - stąd więc może zamiłowanie do mickiewiczowskich lektur.

Prace organizacyjne i szkolenie nowych żołnierzy zakłóciła pacyfikacja jednej z wiosek. W odwet za straty poniesione kilka dni wcześniej w walce z lotną grupą Kedywu Obwodu Wysokie Mazowickie niemiecka ekspedycja karna spaliła 17 lipca 1943 r. wioskę Krasowo-Czestki pow. Wysokie Mazowieckie. Wszyscy mieszkańcy (257 osób) bez względu na wiek i płeć zostali wystrzelani i wybici granatami. Zgliszcza zaorano, tak by nawet ślad nie pozostał po nieszczęsnej wiosce. Mienie wymordowanych zagrabili Niemcy z nadgranicznych wiosek Prus Wschodnich.

Rozkazy sztabu UBK dopuszczały możliwość podejmowania akcji odwetowych. Dowódca oddziału podjął decyzję o wykonaniu takiego właśnie uderzenia na terenie Prus Wschodnich, w okolicach Johannisburga (Piszu). Wybór nie był przypadkowy; żandarmi i pracownicy niemieckiej administracji w Bezirk Białystok rekrutowali się w znacznym stopniu właśnie z Prus. Tam mieli rodziny, tam wyjeżdżali na urlopy, przywozili "łupy", czuli się bezpieczni i bezkarni.

Oddział "Szczęsnego", unikając spotkań z niemieckimi siłami okupacyjnymi, przeszedł przez teren powiatu Wysokie Mazowieckie, przekroczył Narew, pokonał Bagno Ławki i sforsował Biebrzę, po czym przez północną część powiatu łomżyńskiego dotarł pod granicę pruską w rejonie Lemana i Turośli. Tu nawiązano kontakt z siecią konspiracyjną NSZ (jako że ta właśnie organizacja konspiracyjna dominowała w tym rejonie). "Siatka" zaopiekowała się partyzantami. Dostarczyła też informacji wywiadowczych


Por. "Szczęsny" (stoi drugi od lewej) i jego żołnierze nad Biebrzą, przebrani do akcji w mundury niemieckie. "Biuletyn Informacyjny ŚZŻAK"

dotyczących pruskiej strony granicy.

Jako obiekt akcji wybrano miejscowość Mittenheide i leśnictwo Krummenheide pod Johannisburgiem. Osada była duża, zamieszkiwało ją około 1000 stałych mieszkańców, nie licząc uchodźców z bombardowanych miast Rzeszy. Znajdował się tam posterunek żandarmerii, mężczyźni byli zorganizowani w Landwache (zbrojna straż wiejska). Niemal w każdym domu znajdowała się broń. Zadanie oddziału polegało na rozbiciu żandarmerii, zniszczeniu gospodarstw szczególnie zagorzałych hitlerowców, członków partii nazistowskiej i mieszkańców, którzy wyróżnili się brutalnym stosunkiem do Polaków - łamiąc spodziewany opór. Udział miejscowych konspiratorów, wśród których znajdowali się robotnicy przymusowi zatrudnieni w Mittenheide, gwarantował dobre rozpoznanie obiektów ataku. Głównym celem w Krummenheide był lokalny dygnitarz hitlerowski, oberst (pułkownik) S. A. Herman Upitz, w cywilu miejscowy leśniczy.

Nocą z 14 na 15 sierpnia 1943 r., w Święto Wojska Polskiego, oddział "Szczęsnego", wzmocniony grupką ludzi z miejscowej siatki konspiracyjnej i kilkuosobowym patrolem dyspozycyjnym NSZ, dowodzonym przez A. Zduńczyka "Ołówka", przekroczył pod wsią Łączka granicę pomiędzy Bezirk Białystok i Prusami Wschodnimi. Akcja rozpoczęła się około godz. 23 w Krummenheide od zlikwidowania obersta S. A. Upitza przez patrol "Nasia" z udziałem "Szczęsnego". Następnie, na sygnał czerwonej rakiety, oddział podzielony na kilkuosobowe patrole miał zaatakować Mittenheide. Wcześniej jednak jeden z patroli partyzanckich, dochodząc do wsi, natknął się na patrol Landwachy, z którym wdał się w wymianę ognia. Wówczas pozostałe patrole ruszyły na wieś. Pożar we wsi rozprzestrzenił się bardzo szybko. Zaatakowano posterunek żandarmerii, dom sołtysa, dom jednego z gajowych, domy członków NSDAP itp. Szczególnie zaciekle broniła się żandarmeria. Od Piszu ubezpieczał ckm Maxim podchorążego L. Barszczewskiego "Kropidła".

Uczestnicy akcji oceniali, że zniszczyli około 40 gospodarstw niemieckich (trzeba dodać, że w ogólnym zamęcie liczni robotnicy przymusowi pozałatwiali porachunki ze swoimi "pracodawcami", uciekając później w różnych kierunkach). Partyzanci planowo oszczędzili dom Hildegardy von Krauss, wdowy po oficerze poległym na froncie wschodnim, znanej z ludzkiego stosunku do ludności polskiej i robotników przymusowych. Rozmawiał z nią sam "Szczęsny", wyjaśniając przyczynę polskiego odwetu. Ponadto rozrzucono ręcznie wykonane ulotki, w których także informowano o przyczynach tej nietypowej akcji.

Około godziny pierwszej w nocy 15 sierpnia 1943 r. "Szczęsny" wystrzelił zieloną rakietę, sygnalizującą koniec akcji.

Wkrótce oddział unosząc zdobycz wycofał się do Puszczy Piskiej. Łupem partyzantów stał się 1 pistolet maszynowy, 30 karabinów, 1 sztucer, 14 sztuk broni krótkiej, znaczne ilości amunicji i oporządzenia wojskowego (mundury, buty, płaszcze - pałatki, siatki przeciw komarom itp.). Część zdobyczy przekazano miejscowym żołnierzom NSZ i AK. Patrol "Ołówka" i część ludzi z "siatki" odłączyli bezpośrednio po akcji, odskakując na białostocką stronę granicy. Ze "Szczęsnym" pozostało 5 miejscowych ochotników (4 Polaków i 1 Litwin - robotnik przymusowy, który do końca wojny pozostał w polskiej partyzantce).

Straty niemieckie były bardzo wysokie. Niektóre dokumenty niemieckie podają, że zabito około 70 osób, w tym wyższego dowódcę S. A. (H. Upitza) i 3 żandarmów. Sprawą interesował się sam Himmler, który informowany był o postępach śledztwa w specjalnych meldunkach, opracowywanych przez hitlerowskie władze policyjne z Olsztyna. Nawiasem mówiąc, śledztwo to, pomimo aresztowania znacznej liczby mieszkańców przygranicznych wiosek, nie dało żadnych efektów.

Oddział "Szczęsnego" przeczekał obławy niemieckie, przyczaiwszy się na trzy dni w Puszczy Piskiej. Uniknął kontaktu bojowego z pościgiem. Wypad zakończył się pełnym sukcesem, zadanie zostało wykonane bez strat własnych.

Fragment opracowania Kazimierza Krajewskiego, zamieszczonego w "Biuletynie Informacyjnym" z sierpnia 2000 r.


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.