Rzeczpospolita
02.10.04 Nr 232
Drukuj artykułWyślij artykuł
Powstanie w filmie fabularnym

BOHATEROWIE ZATRZYMANI W KADRZE

" Kanał" przyjęty został chłodno przez widzów. Oczekiwali pomnika bohaterskiego zrywu, nie zaś opowieści o nieuchronnym tragicznym końcu i sarkazmu pod adresem dowódców powstania

(C) WAIF

"Eroica" pokazywała metamorfozę głównego bohatera, cwaniaka i tchórza, który ostatecznie postanawia wrócić do walczącego miasta

(C) PAT

MAREK SADOWSKI

Powstanie Warszawskie to temat, wbrew pozorom, rzadko obecny w polskim kinie. Na około 1500 filmów zrealizowanych po drugiej wojnie światowej bohaterski sierpniowy zryw pojawia się w niespełna dwudziestu, i to głównie epizodycznie. W okresie stalinowskim próbowano całkowicie wymazać go z narodowej pamięci. Po październikowej odwilży ograniczenia cenzuralne nieco zelżały, ale nie do tego stopnia, by można było pokazać, kto właściwie w Warszawie walczył. Nie mogła z ekranu paść nazwa Armia Krajowa, więc mówiono o enigmatycznym ruchu oporu, Wojsku Polskim, a przede wszystkim - wbrew oczywistym faktom - o Armii Ludowej. Dopiero w 1978 r. w "Godzinie «W»" (reż. Janusz Morgenstern) pozwolono pokazać AK i powstańczą legitymację.

Po raz pierwszy sekwencja powstańczych walk znalazła się w "Zakazanych piosenkach" (reż. Leonard Buczkowski, 1947). Choć zainscenizowano ją specjalnie dla potrzeb filmu, sprawiała wrażenie tak autentycznej, że po latach niektóre epizody (np. mali chłopcy biegnący z butelkami z benzyną) wykorzystywano - mniej lub bardziej świadomie - w filmach dokumentalnych.

Najważniejszym obrazem poświęconym tragedii Powstania Warszawskiego i jego żołnierzom, otwierającym nurt nazwany niebawem polską szkołą filmową, był "Kanał" (reż. Andrzej Wajda, 1956). Jak wykazały niedawne badania socjologiczne, do dziś wielu Polaków wiedzę o powstaniu czerpie właśnie z niego. Autorem scenariusza, według własnego opowiadania, był Jerzy Stefan Stawiński, uczestnik powstania, dowódca kompanii łączności mokotowskiego Pułku "Baszta". To jego kolejnym scenariuszom zawdzięczamy inne ważne "powstańcze" filmy: "Eroikę" (reż. Andrzej Munk, 1958), wspomnianą "Godzinę «W»" czy "Urodziny młodego warszawiaka" (reż. Ewa i Czesław Petelscy, 1980).

"Kanał" nie zaznał triumfalnego wejścia na ekrany. Przywitano go chłodno, z zawodem i goryczą. Krytycy i część widzów (z prawie 5 mln) uznali, że reżyser nie sprostał tematowi. Oczekiwano pomnika bohaterskiego zrywu, a nie dzieła pełnego ekspresyjnych, metaforycznych obrazów spajających romantyczną filozofię z wątkiem nieuchronnego, tragicznego końca. Sarkazm wobec dowódców powstania odczytano jako postawę antybohaterską. Dopiero Nagroda Specjalna Jury na festiwalu w Cannes i reakcje ze świata złagodziły pierwotny krytycyzm.

56. dzień chylącego się ku upadkowi powstania, Mokotów. Po nieudanej próbie przebicia się przez stanowiska niemieckie kompania porucznika "Zadry" wchodzi do kanału, by tą drogą przedostać się do Śródmieścia. Niebawem oddział zostaje rozbity na trzy mniejsze grupki ludzi błąkających się po omacku w cuchnących czeluściach. Nad bohaterami ciąży tragiczne fatum - muszą zginąć na skutek okoliczności zewnętrznych. A jeśli zdołają uratować życie - znów je poświęcą z wewnętrznego nakazu. Ostatecznie z ponad czterdziestu powstańców nie ocaleje nikt. Informują o tym słowa narratora już w prologu: "Oto ostatnie godziny życia tych ludzi. Patrzcie uważnie." Reżyser od początku budował atmosferę zwiększającego się ograniczenia przestrzeni życiowej powstańców i zarazem zagrożenia ich życia. Stworzyło to wrażenie postępującego zamykania w pułapce. Początkowa groźba zamknięcia ma charakter jedynie abstrakcyjny, zdaje sobie z niej sprawę jedynie dowódca, z czasem materializuje się jako zamknięta przestrzeń bez wyjścia.

Osiem miesięcy po premierze "Kanału" na ekran weszła "Eroica" opatrzona podtytułem "Symfonia bohaterska w dwóch częściach". Burza dyskusji rozpętana wokół filmu Wajdy, oskarżenia o deprecjonowanie wartości bohaterskiego czynu, prowadzące nawet do obrazu degrengolady powstańców, złagodniały wraz z upływem czasu, z odnalezieniem szerszej perspektywy dla samego problemu powstania. Film Munka, zwłaszcza jego część pierwsza "Scherzo alla Polacca", także ściągnął na siebie gwałtowne oskarżenia, stając się kolejną inspiracją do dyskusji na temat naszego narodowego charakteru. Stawiński bohaterem swego opowiadania "Węgrzy" uczynił outsidera-cywila, warszawskiego cwaniaka, drobnego handlarza, niemającego zamiaru ginąć, nawet dla ojczyzny. Powstańcy są tylko partnerami jego pertraktacji, które mają mieć wpływ na dalsze losy powstania. W filmowym kształcie obraz heroicznych czynów Dzidziusia Górkiewicza, obraz walczącego miasta, ludności cywilnej i powstańców, zyskał na znaczeniach i uogólnieniach. Dla tych uogólnień stworzył Munk sytuacje groteskowe, łącząc pierwiastki przerażające i śmieszne (jak choćby w scenie, w której skacowany Dzidziuś, mocząc w sadzawce nogi, wypija ostatnie krople wina z butelki, po czym rzuca ją do tyłu w stronę niewidzianego przez siebie niemieckiego czołgu). Komizm "Scherza" związany jest nierozłącznie z aktorskim wkładem Edwarda Dziewońskiego. Połączył w tej postaci cechy negatywne: cwaniactwo, pijaństwo, tchórzostwo, obojętność na losy ginącego miasta, ze swoistym urokiem, ciepłem, plebejską żywotnością i rozsądkiem. Zdołał uwiarygodnić jego metamorfozę, aż do ostatniego, dramatycznego gestu powrotu do ginącego miasta. Kontekstem komizmu jest bohaterska strona powstania, która znalazła w

filmie wizerunek niezwykle realistyczny, charakterystyczny przez wybór sytuacji typowych.

Losy cywilnych mieszkańców Warszawy podczas powstania przyniosła ekranizacja powieści Jerzego Krzysztonia "Kamienne niebo" (reż. Ewa i Czesław Petelscy, 1959). W wyniku bombardowania i ostrzału pięć osób zostaje przysypanych w piwnicy dużej kamienicy: dozorczyni, drobny złodziejaszek, dziewczyna, matka z córeczką, stary profesor. W obliczu groźby śmierci skazani na siebie ludzie przechodzą próbę charakterów. Realizatorzy świadomie wyeliminowali sprawy powstańczej walki i związanej z nią problematyki, skupiając się na obserwacji psychologiczno-obyczajowej. Sekwencja powstańcza (walki na Starym Mieście) znalazła się również w komedii "Cafe pod Minogą" (reż. Bronisław Brok, 1959) według powieści Stefana Wiecheckiego - Wiecha.

Sławna przed laty powieść Romana Bratnego "Kolumbowie. Rocznik 20" (1957), obrazująca walkę i powojenne losy pokolenia AK-owskiego, a właściwie dwa jej pierwsze tomy, stała się podstawą pięcioodcinkowego serialu TV "Kolumbowie" (reż. Janusz Morgenstern, 1970). Akcja dwóch ostatnich odcinków ("Oto dziś... ", "Śmierć po raz drugi") rozgrywa się podczas powstania, bohaterowie uczestniczą w heroicznej obronie Starego Miasta. Ten sam reżyser osiem lat później zrealizował "Godzinę «W»", telewizyjny film będący zapisem przełomowego dla dziejów stolicy dnia - 1 sierpnia 1944 r.

Paradokumentalny obraz pierwszych dni powstańczych walk przyniósł zrealizowany dla TV "Dzień czwarty" (reż. Ludmiła Niedbalska, 1984). Bohater - poeta Krzysztof Kamil Baczyński (Krzysztof Pieczyński), został ukazany na tle nierównych walk powstańców z hitlerowcami oraz licznych retrospekcji. Reżyserka - sama uczestnicząca w powstaniu - doskonale wtopiła w tkankę narracji materiały archiwalne. Podobny zabieg zastosował Antoni Krauze w "Do potomnego" (2004), przedstawiając tragiczne losy młodych poetów, m. in. Baczyńskiego, który stracił życie 4 sierpnia 1944 r. w walkach w pałacu Blanka, oraz Tadeusza Gajcego i Zdzisława Leona Stroińskiego, którzy zginęli w szesnastym dniu powstania w wysadzonej reducie na ul. Przejazd.

Serial "Kolumbowie" nakręcono według głośniej książki Romana Bratnego

(C) INTERPRESS

Trudno też nie wspomnieć o nagrodzonym canneńską Złotą Palmą i Oscarami "Pianiście" (reż. Roman Polański, 2002), w którym Powstanie Warszawskie ukazane jest z punktu widzenia ukrywającego się samotnie od czasów walk w getcie pianisty i kompozytora Władysława Szpilmana.

Spojrzenie na zmagania powstańców z pozycji ludzi znajdujących się poza obrębem walk przyniósł "Dzień Wisły" (reż. Tadeusz Kijański, 1980). Akcja toczy się na prawobrzeżnym przedmieściu Warszawy w ciągu jednego dnia - 14 września 1944 r.

Bezprzykładnym kuriozum propagandowym była obszerna sekwencja w zrealizowanych w ZSRR we współpracy z naszą kinematografią "Żołnierzach wolności" (reż. Jurij Ozierow, 1977), oskarżająca dowództwo powstania o przedwczesną decyzję, niedostatek broni, brak współdziałania z dowództwem Armii Radzieckiej i ludowego Wojska Polskiego, a na jedynego sprawiedliwego kreująca dowódcę warszawskiego okręgu Armii Ludowej płk. Bolesława Kowalskiego (zagrał go Tadeusz Łomnicki). Konsultantami filmu ze strony polskiej byli Zbigniew Załuski i Jarema Maciszewski.

Osobne miejsce zajmują, także nieliczne, filmy przedstawiające popowstaniowe losy jego uczestników. Od "Popiołu i diamentu" (reż. Andrzej Wajda, 1958), "Nikt nie woła" (reż. Kazimierz Kutz, 1960), "Powrotu" (reż. Jerzy Passendorfer, 1960), "Pogoni za Adamem" (reż. Jerzy Zarzycki, 1970), "...drogi dalekiej przed nami... " (reż. Władysław Ślesicki, 1979), "Pierścionka z orłem w koronie" (reż. Andrzej Wajda, 1993) po "Warszawę" (reż. Dariusz Gajewski, 2003) z błąkającym się bezradnie po mieście starym powstańcem z biało-czerwoną opaską na ramieniu, który pamięta wszystko z wyjątkiem własnego adresu. -


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.