|
ZERWANY KWIAT
MACIEJ ROSALAK
Rzadko słyszałem w domu o hańbie represji, jakim w PRL poddawano żołnierzy Armii Krajowej. Dziś myślę, że starsi milczeli w trosce o nas - by nie zarazić dzieci gniewem i nienawiścią oraz nie narazić na ewentualne szykany. W końcu jednak prawda dotarła - przede wszystkim ze studiów i zakazanych książek. I z takich strzępów, jak kolęda śpiewana przez mojego starszego przyjaciela, żołnierza AK, a później więźnia mokotowskiego więzienia:
Między nas Pan Jezus wszedł
Na więziennym stołku siadł
Między nas Pan Jezus wszedł
Czarny chleb z nami jadł
Hej kolęda, kolęda, Betlejem kolęda
Aniołowie, pasterze
Hej kolęda, kolęda, Mokotów kolęda
Ciemna noc w karcerze
Kto był w sierpniu 1980 roku w Stoczni Gdańskiej, ten może pamięta, co mówili ludzie o generację starsi od nas, pokolenia "Solidarności". Otóż mówili, że taki entuzjazm, taką radość z odzyskanej wolności pamiętają tylko z innego sierpnia - 1944 roku w Warszawie. Porównania wiodą ku przedziwnej historiozofii tragedii i romantyzmu tego naszego upartego trwania polskości. Na prostym, drewnianym krzyżu, ustawionym tam, gdzie w grudniu 1970 roku padli pierwsi robotnicy, i gdzie dziś wznosi się metalowy monument stoczniowej Golgoty, ktoś przyszpilił przed 24 laty kartkę z wersami Byrona:
Walka o wolność, gdy się raz zaczyna,
dziedzictwem z ojca przechodzi na syna.
Sto razy obcą złamana potęgą
w końcu zwycięży.
Ilu z nas docenia dziś spełnienie tego proroctwa? I czy powszechna jest świadomość, a nawet elementarna wiedza o prostym związku przyczynowo-skutkowym między Polskim Państwem Podziemnym lat 1939 - 1945, Armią Krajową, Powstaniem Warszawskim a późniejszym oporem przed zniewoleniem? Czy dostatecznie bierze się pod uwagę ofiarę całego pokolenia, które ginęło, cierpiało więzienie i szykany, latami leczyło rany fizyczne i moralne, by niosąca nadzieję przepowiednia mogła się spełnić?
Ci żołnierze AK, którzy na szczęście są jeszcze wśród nas, nie mówią o "ofierze". Mówią o wykonaniu rozkazu. Oto fragment dokumentu wydanego przez dowódcę Armii Krajowej, generała Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka" w styczniu 1945 roku:
Żołnierze Armii Krajowej! Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność ponieście w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu (...). W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę - z upoważnienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi AK. Wierzę głęboko, że zwycięży nasza Święta Sprawa, że spotkamy się w prawdziwie wolnej i demokratycznej Polsce.
Zwycięstwo przyszło, ale wielu go nie doczekało. Dwa miesiące po wydaniu ostatniego rozkazu Okulicki został podstępnie porwany przez NKWD w grupie szesnastu przywódców podziemnego państwa, wywieziony do Moskwy, poddany okrutnemu śledztwu i skazany w bezprawnym procesie na więzienie pod sfingowanymi zarzutami. Nie przeżył. Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy AK wywieziono w głąb Rosji, kilkadziesiąt tysięcy osadzono w polskich więzieniach. Nieznana jest liczba zamordowanych: skrytobójczo, w śledztwie, w więzieniu czy z wyroku. Prawdopodobnie komuniści zabili po wojnie dwadzieścia tysięcy. Więcej niż udało się zabić akowców zbrodniarzom hitlerowskim w powstaniu. Dokładnej liczby nie znamy, bo nie zadawano sobie trudu liczenia likwidowanych "zaplutych karłów reakcji" ani oznaczania ich grobów.
Tak ich nazwano już w 1945 roku. I chociaż po 1956 roku więzienia opustoszały, to przecież aż do końca PRL ludzie o proweniencji i - dokładniej - orientacji akowskiej byli traktowani przez władze podejrzliwie. Dominowała doktryna: wyrwać, wykorzenić, zadeptać świadomość polskiego prawa do wyboru własnego losu i do suwerennego państwa. To, co w każdym normalnym państwie powinno być z największą troską chronione - dobra pamięć o najchlubniejszej tradycji i najwartościowszych synach i córkach ojczyzny - u nas było przez dziesięciolecia niszczone, opluwane, przemilczane, fałszowane. Możemy dziś z niejaką ulgą mówić: to już przeszłość, było minęło, zwycięstwo, choć późno, jednak przyszło. Niestety, ślady zniszczeń pozostały w świadomości kolejnych pokoleń wychowanych w PRL. Jeśli szukasz śladów, rozejrzyj się dokoła, a zobaczysz je w nazwach ulic i placów, w filmach i serialach telewizyjnych, w gazetach i wspomnieniu nie tylko utrwalacza tak zwanej władzy ludowej, ale i zwykłego homo peerelicus.
Na szczęście przez wszystkie lata tak zwanej minionej epoki, a i dziś jak najbardziej, spotykało się i spotyka dziewczęta i chłopców zafascynowanych porywającą historią żołnierzy Armii Krajowej i ich czynów. Młodzież identyfikującą się z bohaterami "Kamieni na szaniec". Spadkobierców nie do końca okradzionych z dziedzictwa...
|