INWESTYCJE

Hedgingowa alternatywa

Kilkuletnia hossa na warszawskiej giełdzie i jej koniec wieszczony przez część analityków nakłaniają wielu inwestorów do poszukiwania innych agresywnych form inwestowania. Czy taką alternatywą mogą być fundusze hedgingowe?

Prawie 30-procentowe spadki wartości indeksów warszawskiej giełdy papierów wartościowych, z jakimi mieliśmy do czynienia w okresie od połowy maja do połowy czerwca tego roku, oraz kilka nieudanych prób "bicia" rekordowego poziomu indeksu WIG 20, zmroziły wielu inwestorów i postawiły pytanie - czy to już koniec hossy, a jeśli tak, to w co warto teraz zainwestować?

Alternatywa dla akcji

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa ani jednoznaczna. Analitycy giełdowi są rozbieżni w ocenach bieżącej sytuacji, co wcale nie ułatwia odpowiedzi. Może warto byłoby więc ulokować swoje środki finansowe w produkt, który pozwoliłby na zarobek bez względu na sytuację panującą na rynkach kapitałowych? Brzmi to może trochę jak bajka i wydaje się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, ale wbrew pozorom taki złoty środek istnieje. Mowa tu o funduszach hedgingowych, które w ostatnich latach cieszą się coraz większą popularnością (m.in. ze względu na osiągane wyniki), a obniżając minimalny próg wejścia, stają się coraz bardziej dostępne dla zwykłych inwestorów. Dla przykładu, w okresie od kwietnia 2000 r. do września 2002 r. (czyli w chwili pęknięcia "bańki internetowej") amerykański indeks S&P 500 stracił prawie 44 proc., a fundusze hedgingowe zyskały średnio ponad 2 proc. Wynik może nie jest powalający, ale o wiele ważniejszy jest fakt utrzymania wartości kapitału. W zaistniałej sytuacji - by odrobić wspomnianą wcześniej stratę indeksu S&P 500, należałoby osiągnąć zysk ponad 78,5 proc!

Fundusze hedgingowe dla (prawie) wszystkich

Jeszcze kilka lat temu, by w ogóle myśleć o przystąpieniu do takiego funduszu, należało liczyć się z inwestycją minimum 1 mln dolarów i mieć dużo szczęścia. Obecnie progi te są znacznie niższe. Również coraz więcej instytucji, uważanych do tej pory za konserwatywne, jak np. fundusze emerytalne, docenia zalety funduszy alternatywnych, powierzając im swoje środki finansowe.

Czym są fundusze hedgingowe? Otóż nie są one tworem ostatnich lat, gdyż pierwszy fundusz hedgingowy został założony w 1949 r. w Stanach Zjednoczonych przez Alfreda Jonesa jako prywatna spółka mająca innowacyjne podejście do inwestycji.

Również obecnie konstrukcja funduszy hedgingowych znacznie różni się od budowy klasycznych funduszy. Przede wszystkim fundusze te są spółkami, w których inwestor nabywa swoje udziały (choć i od tej reguły zdarzają się wyjątki). Ich głównym celem jest pomnażanie pieniędzy swoich udziałowców w każdych warunkach, a nie uzyskanie wyniku lepszego od przyjętego benchmarku, jak ma to miejsce w funduszach inwestycyjnych. Z racji postawionego celu, nie ma ograniczeń (chyba że narzuci je sobie sam fundusz) co do rodzaju aktywów, zajmowanej pozycji (krótka czy długa) oraz lokalizacji rynku, na jakim lokowane są posiadane fundusze. Mogą to więc być zarówno akcje, obligacje, jak również kontrakty terminowe czy opcje na np. metale, ropę naftową, waluty itp. Dodatkowo każdy fundusz może stosować różne strategie, wśród których najczęściej wymienia się: market timing (średnioroczny zysk w ciągu ostatnich 5 lat to 4,8 proc.), macro (zysk 5,8 proc.), event driver (zysk 8,5 proc.), market neutral (8,2 proc.) oraz łącząca wszystkie wcześniejsze multi strategy. Kolejną różnicą jest to, że fundusz hedgingowy i zarządzający nim doradca wynagradzani są od wysokości faktycznie osiągniętego zysku, a nie jak w klasycznym funduszu - gdzie pobierana jest opłata za zarządzanie aktywami bez względu na wypracowane rezultaty. Wynagrodzenie za wyniki pobierane jest po osiągnięciu założonego progu rentowności, a w przypadku pojawienia się strat, dopiero po ich odrobieniu. Co ważne, część funduszy hedgingowych, by obniżyć koszty, zarejestrowana jest w rajach podatkowych - jednak większość z nich ma siedziby w USA, Irlandii czy Luksemburgu.

Fundusze hedgingowe w Polsce

Także w Polsce w ostatnich latach obserwujemy stopniowy wzrost zainteresowania funduszami hedgingowymi. Najdłużej, bo od maja 2005 r. działa TFI Opera, która posiada w 4 dedykowanych funduszach aktywa o łącznej wartości 650 mln zł (z czego 10 mln to środki należące do kadry zarządzającej). Kilka miesięcy później, bo w lipcu 2005 r. zgodę Komisji Papierów Wartościowych i Giełd na działalność otrzymało TFI Investors, posiadające obecnie w swoim składzie 2 zamknięte fundusze. We władzach TFI zasiadają znane osobistości rynku finansowego i świata akademickiego. Ostatnim funduszem, jest wywodzący się z austriackiej Quadrigi - Superfund TFI. Pomimo że działalność w Polsce rozpoczął w grudniu zeszłego roku, to posiada najdłuższe, 10-letnie doświadczenie w inwestycjach tego typu.

Czy warto?

Czy warto decydować się na inwestycję w fundusze hedgingowe? Na pewno nie jest to inwestycja dla osób, które chciałyby ulokować w niej wszystkie posiadane środki. Na pewno nie jest to też inwestycja krótkoterminowa - jako horyzont inwestycyjny należy przyjąć okres kilku lat. Wszyscy pozostali inwestorzy powinni docenić zalety tego typu produktu, tak jak doceniają je udziałowcy funduszy należących do takich sław, jak Warren Buffet czy George Soros - z powodzeniem i od lat prowadzących swoje własne fundusze hedgingowe.■

Piotr Krawczyński

zapytaj
 
| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.