Sztuka pomnażania majątku
2007.06.04

Czy pełny portfel wpływa na sentymenty inwestorów?

Bartosz Michałek Private Banker | Noble Bank
Źródło: gazeta Private Banking, nr IV maj 2007

Giełda to żywy organizm, który podlega nastrojom i emocjom. Szczególnie w krótkim okresie są to nie do końca racjonalne mechanizmy. Przykładem mogą być spadki odnotowane w ostatnich dniach lutego tego roku.
Czy to dobry czas na sprzedaż akcji? Czy ich ceny nie zaczną gwałtownie spadać? A może dokupić więcej walorów, bo jest szansa na kontynuację wzrostów? Takie pytania zadają sobie inwestorzy niemal każdego dnia. W znalezieniu odpowiedzi mogą pomóc rekomendacje i wyceny publikowane przez banki inwestycyjne. Różnią się one jednak między sobą i często odbiegają od wyceny rynkowej. Dlaczego? Otóż nie istnieje jeden, obiektywny model pozwalający na oszacowanie wartości spółki. Co więcej, na rynku mogą o niej decydować różne czynniki, niekoniecznie zawsze łatwe w identyfikacji.

Nie tylko liczby się liczą

Wystarczy przeanalizować treść pojawiających się codziennie komentarzy z sesji giełdowych, aby stwierdzić, że giełda również w rozumieniu ekspertów jest jak żywy organizm, który podlega nastrojom i emocjom. Szczególnie w krótkim okresie są to nie do końca racjonalne mechanizmy. Przykładem mogą tu być opinie komentatorów, które ukazały się po spadkach na światowych giełdach w końcu lutego bieżącego roku. Dominowały sformułowania typu: "przecena wystraszyła inwestorów.", "na rynku zagościła panika", "trudno myśleć o wzrostach przy tak negatywnym sentymencie na rynku". Były one dalekie od technicznego, matematycznego języka finansów, a opisywały zagadnienia z tej właśnie sfery. Być może należy pomyśleć o uzupełnieniu teorii ekonomii o zdobycze innych nauk jak np. psychologia?

Jak wycenić akcje?

Istnieje szereg modeli wyceny wartości spółek. Jednym z nich jest tzw. DCF (Discounted Cash Flow - metoda zdyskontowanych przepływów pieniężnych). Na podstawie szacunkowych zysków firmy, przypadających na jedną akcję, wyrażonych w "dzisiejszym pieniądzu" można wycenić ich obecną wartość, a więc wycenę spółki. Model ten raczej abstrahuje od bieżącej sytuacji giełdowej, ponieważ zakłada, że wszyscy inwestorzy działają racjonalnie w sensie ekonomicznym. Czy model ten jako metoda i metody podobne są użyteczne? Otóż definiują one fundamentalną wartość spółki, co ułatwia podjęcie decyzji o zakupie jej akcji, choćby na zasadzie porównania jej do innych działających w tej samej branży. Działania graczy giełdowych mogą jednak sprawić, że rynkowa wycena będzie istotnie odbiegała od tej teoretycznej (o cenie każdego rynkowego towaru, również akcji, decyduje tylko i wyłącznie popyt i podaż). A te nie muszą być racjonalne w rozumieniu ekonomii. Czy kilkuprocentowa przecena warszawskiej giełdy w ostatnich dniach lutego korespondowała z publikacją danych o pogarszającym się stanie polskiej gospodarki? Z pewnością nie. Giełdowe spadki miały raczej oznaki paniki wywołanej przez wydarzenia w Chinach (silna wyprzedaż akcji przez lokalnych inwestorów) niż reakcji na niekorzystne dla notowanych w Polsce spółek wydarzenia. Zmienił się sentyment inwestorów, pojawiła się niepewność co do zachowania globalnych rynków w przyszłości, co, niezależnie od racjonalnych argumentów ekonomicznych, powodowało wyprzedaż.

Ważne sentymenty

Finanse behawioralne, czyli nauka identyfikująca i analizująca różnice pomiędzy faktycznymi zachowaniami inwestorów, a teoretycznie oczekiwanymi (racjonalnymi) - wskazuje na konieczność zmodyfikowania tradycyjnych sposobów wyceny papierów wartościowych. Chodzi tu o uwzględnienie w modelu wyliczającym oczekiwaną rynkową wartość spółki sentymentu inwestorów, który jest wartością trudną do policzenia. Sentymentu, na który składa się szereg czynników (pozaekonomicznych, choćby moda inwestowania w daną branżę) powodujących, że popyt na akcje określonej spółki jest istotnie większy lub mniejszy. Formalnie będzie to stosunek liczby inwestorów liczących na wzrosty do liczby inwestorów spodziewających się spadków.
W rzeczywistości na sentyment (pozytywny bądź negatywny) będzie składał się szereg mechanizmów psychologicznych i socjologicznych, które powodują większą skłonność do kupowania lub sprzedawania określonych walorów. Proces ten będzie powodował powstawanie różnic pomiędzy wyceną rynkową a fundamentalną (szacowaną z użyciem tradycyjnych modeli ekonomicznych). Pozytywny sentyment będzie oznaczał wyższą wycenę, negatywny - niższą, a jego brak - wycenę równą teoretycznej. Umiejętne "czytanie" sentymentu inwestorów ułatwi podejmowanie decyzji inwestycyjnych i wydaje się niezbędne przy inwestowaniu na giełdzie, która jest silnie "emocjonalnym" rynkiem.

zapytaj
 
| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.