Sztuka pomnażania majątku
2007.04.15

Fundusze inwestycyjne nadal będą modne

dr Mariusz Staniszewski Prezes Zarządu | Noble Funds

Do końca roku możemy mieć do czynienia z kontynuacją napływu pieniędzy do funduszy inwestycyjnych. Może nie w identyczny sposób jak w 2006 r., ale z pewnością będzie to dobry rok dla funduszy. Taką ocenę można przedstawić po krótkiej analizie trzech czynników, które mają wpływ na zachowanie klientów, czyli po analizie struktury produktowej rynku, kosztu alternatywnego dla inwestycji w fundusze oraz perspektyw dla rynku kapitałowego.

Struktura produktowa polskiego rynku

Polscy klienci mają dostęp właściwie do wszelkich form inwestowania pieniędzy, a wspólną cechą tych inwestycji jest fakt, że dostęp ten jest oferowany przez fundusze (otwarte, zamknięte, hedgingowe, z ekspozycją na akcje, metale szlachetne, surowce itp.). Dobre wyniki funduszy oraz ich powtarzalność w latach 2003-2006 sprawiły, że fundusze stały się powszechnie stosowaną formą inwestycji, często myloną nawet z lokatą bankową (choć takie zachowanie klientów - kojarzenie funduszy z lokatą - zaliczyć należy do czynników niebezpieczeństwa na przyszłość). Poza funduszami inwestorzy mogą założyć lokatę bankową, kupić nieruchomość, kupić akcje, lub "grać" na walutach. Nie da się ukryć, że każda alternatywa dla funduszy, z wyjątkiem lokaty bankowej, wymaga - oprócz wiedzy - znacznego zaangażowania czasu, dlatego fundusze pozostaną chętnie wybieraną formą pomnażania pieniędzy.

Koszt alternatywny

Analiza alternatywnych form pomnażania pieniędzy również promuje fundusze, pozwala nawet stwierdzić, że fundusze inwestujące w akcje w dalszym ciągu będą modne. Depozyt lub kupno bonów skarbowych - czyli bezpieczna alternatywa - nie wydają się przemawiać do klientów przyzwyczajonych do zysków powyżej 10 proc. rocznie. Fundusze hedgingowe lub bezpośrednia inwestycja na giełdzie - czyli bardziej ryzykowne alternatywy - nie będą się przecież zachowywać znacznie lepiej niż klasyczne otwarte fundusze inwestujące w akcje, które są w pewnym sensie barometrem sytuacji gospodarczej. Jeżeli będzie kiepsko na rynku kapitałowym, to odczują to zarówno fundusze akcji, fundusze mieszane, ale również będzie to ciężki okres dla funduszy hedgingowych oraz samodzielnych inwestorów giełdowych. Choć fundusze hedgingowe mają zaletę, która polega na możliwości zarabiania na spadkach, to nie wydają się zagrozić klasycznym funduszom (otwartym). Jeśli uwzględnimy fakt, że aktywa funduszy hedgingowych znacznie urosły, co spowodowało problemy z płynnością i w efekcie zmusiło je do inwestowania coraz bardziej globalnie, to dochodzimy do wniosku, że fundusze hedgingowe odeszły w ten sposób od ich podstawowych atutów - elastyczności oraz dogłębnego zrozumienia lokalnego rynku. Po takiej analizie zrozumiałe wydają się pogarszające z roku na rok wyniki funduszy hedgingowych, szczególnie jeśli porównamy rok 2006 z latami 2003-2005.

Perspektywy dla rynku kapitałowego

Praktycznie od 2005 r. mówi się o drogich spółkach na polskiej giełdzie i silnej korekcie, która nadejdzie za chwilę. Jedną korektę mieliśmy w maju 2006 r., kolejna miała miejsce na przełomie lutego i marca 2007 r. Obie korekty łączy podobieństwo w dwóch aspektach. Po pierwsze, sytuacja fundamentalna na świecie nie uległa zmianie, tzn. zarówno w 2006 r., jak i w 2007 r. nie było żadnej katastrofy w fundamentach światowej gospodarki. Zarówno w USA, jak i przede wszystkim w krajach rozwijających się nie widać szczególnie wysokiego ryzyka, no chyba że będziemy sami demonizować i tworzyć opowieści na temat "dlaczego gospodarka Stanów Zjednoczonych może pogrążyć gospodarkę światową". Nie można przecież zapominać o dużym eklektyzmie informacyjnym amerykańskiej gospodarki, co jest wynikiem dużej ilości danych ekonomicznych, które często są sprzeczne w interpretacji. Eklektyzm danych z amerykańskiej gospodarki powoduje, że w jednym miesiącu można przeczytać spójny raport analityków o "miękkim lądowaniu" amerykańskiej gospodarki i powrocie na ścieżkę wzrostu, natomiast w kolejnym miesiącu ci sami analitycy piszą już o prawdopodobnej recesji. Faktem jest, że gospodarka USA w 2007 r. nie rozwija się tak dynamicznie jak w 2006 r. i o tym chyba wszyscy wiedzą, a więc powinno to już obecnie być wbudowane w ceny akcji, a nawet jeśli nie jest, nie usprawiedliwia to zajmowania skrajnych stanowisk. Po drugie, na rynkach światowych jest bardzo dużo kapitału, który szuka dobrego miejsca do inwestycji. Ten kapitał po ochłodzeniu umysłów rozgrzanych spadkami dochodzi do wniosku, że po przecenie jest przecież taniej i w dalszym ciągu można zarabiać.

Będzie dobrze

Skoro więc fundamenty są dobre, a w Polsce wręcz wyśmienite, skoro jest dużo kapitału, to tylko kwestią czasu jest powrót do wzrostów. Podsumowując, wydaje się, że do giełd światowych w takim momencie najlepiej pasuje powiedzenie "zjawiska, które nie mogą trwać wiecznie, kiedyś zmieniają swój kierunek". Wzrosty na giełdzie nie mogą trwać wiecznie..., a spadki tym bardziej i dlatego nie jest problemem, że giełda kiedyś spadnie. Pytanie tylko kiedy i jak głęboko. Najważniejsza w tym wywodzie jest świadomość, że nawet jeśli giełda spadnie, to i tak za jakiś czas powróci do wzrostów, ponieważ gospodarka światowa dalej się rozwija - a Polska gospodarka na tym tle prawie "pędzi". Co mogą zatem oznaczać spadki dla osób inwestujących w fundusze inwestycyjne? Właściwie nic wielkiego, jeśli nie zaczną panikować i działać na zasadzie impulsu. Giełda powróci do długoterminowego trendu i inwestorzy znowu zaczną zarabiać. Inna sytuacja jest wśród inwestorów indywidualnych, którzy z reguły mają bardziej agresywne i mniej zdywersyfikowane portfele i dlatego przy spadkach część z nich może nie wytrzymać presji. Taka sytuacja paradoksalnie może wspomóc wzrost aktywów funduszy inwestycyjnych, ponieważ część znerwicowanych inwestorów indywidualnych może zdecydować się na przejście do funduszy inwestycyjnych. Skoro zatem większość osób jest zgodna, że trend długoterminowy jest trendem rosnącym, to dla inwestorów długoterminowych - inwestujących w akcje - nie ma większego znaczenia, co się wydarzy w ciągu tygodnia lub miesiąca.

Aktywa będą rosnąć

Z trzech obszarów, które objęła powyższa analiza, wynika, że sprzyjająca koniunktura dla funduszy, szczególnie funduszy portfelowych (inwestujących w akcje), przeniesie się na 2007 r, a oczekiwania wzrostu aktywów branży TFI w 2007 r. do poziomu 120-130 mld złotych wydają się być bardzo prawdopodobne. Z pewnością można natomiast stwierdzić, że konkurencja w ramach samych funduszy będzie rosła, ponieważ jest to bardzo perspektywiczny rynek. Będzie także powstawało coraz więcej funduszy parasolowych, ponieważ są wygodniejsze zarówno dla klientów, jak i dla samych TFI.

zapytaj
 
| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.