Sztuka pomnażania majątku
Kredytowanie inwestycji
Generalna zasada jest prosta. Wszystko, co zyskuje na wartości szybciej niż wynosi oprocentowanie kredytu, opłaca się kupić właśnie za pożyczone - najlepiej od banku - pieniądze.
Ta zasada jest powszechnie znana i wykorzystywana na rynku nieruchomości. W ostatnich latach liczba transakcji gotówkowych na tym rynku drastycznie spadła, a kredyty wykorzystywane są zarówno przez tych inwestorów, którzy mogliby sobie pozwolić np. na zakup apartamentu za wolne środki, jak i przez tych, którym skromny budżet wystarcza tylko na spłatę raty za kupno kawalerki.
Dźwignia na topie
Nie inaczej jest z inwestycjami kapitałowymi - tu również efekt dźwigni finansowej jest często wykorzystywany. Na przykład w ramach zapisów na akcje nowych emisji, inwestorzy obawiając się redukcji zapisów zwiększają siłę portfela zaciągając kredyty inwestycyjne. Formą inwestowania na kredyt jest także wykorzystywanie instrumentów inwestycyjnych stworzonych specjalnie w tym celu takich jak kontrakty terminowe, opcje czy warranty.
Co ciekawe od niedawna kredyt można dostać już po dokonaniu inwestycji. Posiadacz portfela akcji czy jednostek funduszy inwestycyjnych może zwrócić się do banku o udzielenie kredytu pod zastaw tych płynnych aktywów i raczej nie spotka się z odmową, przynajmniej nie w dobrym banku. Banki mogą pożyczyć kwotę równą 50 proc. wartości portfela nie ponosząc większego ryzyka, zaś sam inwestor może dzięki osiąganym zyskom nie martwić się o spłatę tego długu, który może wykorzystać na nowe inwestycje, lub po prostu na rozpasaną konsumpcję, której dotąd odmawiał sobie, ponieważ wszelkie środki inwestował. O ile oczywiście osiąga zysk ze swoich inwestycji, co jest problemem bardziej złożonym. Osoby nie mające doświadczenia na rynku kapitałowym powinny skonsultować pomysł zaciągnięcia kredytu na inwestycje kapitałowe z doradcą finansowym, lub ze znajomymi, którzy takie doświadczenia posiadają.
Zdolność jedynym kapitałem
Każdy medal ma bowiem dwie strony. Jeśli inwestor traci pieniądze np. na akcjach czy nieruchomościach, to posiłkowanie się w takiej sytuacji kredytem nie ma większego sensu. Załóżmy, że nasz inwestor ma 50 proc. środków własnych i 50 proc. pożycza od banku kupując akcje spółki X. Jeśli jej akcje spadną przez rok o 10 proc. i inwestor zrealizuje stratę, to najpierw odda kredyt wraz z odsetkami - powiedzmy 10 proc. rocznie, a dopiero później będzie mógł podliczyć efekt. Okaże się wówczas, że jego kapitał zmalał aż o 30 proc. Zanim więc ktoś skorzysta z takiej możliwości powinien mieć świadomość, że straty mogą okazać się zaskakująco wysokie. Jeśli jednak akcje spółki X podrożeją o 10 proc., to zysk naszego inwestora - po spłacie kredytu wyniósłby 10 proc. Tyle samo zyskałby, gdyby nie zaciągał kredytu, ponieważ jego oprocentowanie było równe wysokości wzrostu wartości spółki X. Dopiero jeśli inwestycja przyniosłaby zysk wyższy niż wynosi oprocentowanie - opłaca się przeprowadzić całe przedsięwzięcie. Gdyby akcje spółki X zdrożały o 20 proc., to po spłacie kredytu nasz inwestor zarobiłby 30 proc. Rzecz jasna wszystko zależy nie tylko od rentowności inwestycji, lecz także od stopnia kredytowania. Kupując mieszkania inwestorzy zaciągają niekiedy 100 proc. wartości inwestycji, zaś całym ich kapitałem jest zdolność kredytowa potrzebna do takiej pożyczki. Jeśli oprocentowanie kredytu wynosi 5 proc., a wartość mieszkania rośnie o 20 proc., to inwestor po roku może zatrzymać 75 proc. zysku, teoretycznie nie wykładając nawet złotówki z własnej kieszeni. W praktyce jakieś koszty jednak ponosi - taksy notarialne, podatki itp. Dobrze jest więc konsultować takie pomysły z kimś, kto ma doświadczenie na tym polu.
|