Rzeczpospolita
13.12.01 Nr 291
A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


Wymiar sprawiedliwości III RP jest bezradny w sprawach dotyczących stanu wojennego

Winni są niewinni

Podczas pacyfikacji kopalnii Wujek zginęło 9 górników

KAZIMIERZ GROBLEWSKI

Przez dwanaście lat III Rzeczypospolitej sądy skazały jednego funkcjonariusza za jedno zabójstwo z czasu stanu wojennego. Czas to sobie uświadomić, zanim trzeba się będzie pogodzić, że już nikt więcej nie zostanie ukarany za zbrodnie stanu wojennego.

Oskarżeni nie muszą się głowić nad wyszukiwaniem przekonującej linii obrony. Wystarczy nie przyznać się do winy. Sądy z reguły uznają za wiarygodne zeznania oskarżonych, a nie pokrzywdzonych. Skuteczne są najbardziej proste sposoby: symulowanie choroby, niestawianie się na rozprawy, wymienianie adwokatów. I tak aż do przedawnienia.

Sędziowie niechętnie zajmują się sprawami dotyczącymi stanu wojennego. Z jednej strony na każdym kroku napotykają w nich przeszkody, z którymi nie chcą się mierzyć: społecznie nieakceptowane, ale prawnie wciąż legalne ustawodawstwo stanu wojennego, przetrzebione akta, skutki działalności wojskowych prokuratorów w latach osiemdziesiątych, którzy - zamiast szukać sprawców - zacierali ślady, matactwa MSW, przepisy dotyczące przedawnienia, a z drugiej strony - duża presja opinii publicznej.

W raporcie ogłoszonym we wrześniu 1991 roku sejmowa komisja nadzwyczajna do zbadania działalności MSW, zwana komisją Rokity, po zbadaniu 122 przypadków zgonów z lat 1981 - 1989 uznała, że w sprawie 88 zgonów należy wszcząć postępowania karne. Sporządziła też m.in. listę stu funkcjonariuszy podejrzanych o popełnienie tych zbrodni.

Gdyby pracowała dzisiaj, zapewne ze względu na ustawę o ochronie danych osobowych nie mogłaby ogłosić wyników swoich prac.

Zabił, choć nie musiał

13 października 1982 roku, gdy demonstracja "S" w Nowej Hucie dobiegała końca, funkcjonariusz SB, rozpoznany przez grupę młodzieży jako "ubek", strzelił prosto w brzuch dziewiętnastolatka Bogdana Włosika, ucznia trzeciej klasy technikum hutniczego, gdy ten krzyknął do niego: "wyłaź zza krzaków! ".

W 1983 roku prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa. Sąd Wojewódzki w grudnia 1991 roku skazał kapitana Andrzeja Augustyna na osiem lat więzienia. Sąd Apelacyjny podwyższył wyrok do dziesięciu lat. W 1994 roku Sąd Najwyższy podkreślił, że Augustyn nie działał w obronie koniecznej.

W czerwcu 1999 roku Andrzej Augustyn wyszedł warunkowo na wolność - za nienaganne zachowanie.

Wyrok skazujący na kapitana Augustyna jest jedynym, jaki w sądach III RP zapadł w sprawach dotyczących ofiar stanu wojennego.

Kto pobił i porwał

Sąd wciąż wyjaśnia sprawę pobicia 3 maja 1983 roku w klasztorze ss. Franciszkanek w Warszawie członków Prymasowskiego Komitetu Pomocy Uwięzionymi i porwania sześciu z nich. W 1984 roku śledztwo zostało umorzone. W grudniu 1994 roku zaczął się proces Edwarda Misztala, byłego majora, szefa brygady antyterrorystycznej stołecznej milicji, oraz porucznika Jana Smugi.

W lutym 1995 roku sąd umorzył sprawę na podstawie tzw. ustawy abolicyjnej z 1989 roku. Wznowiony proces, w styczniu 1988 roku, znowu został umorzony. Najpierw chorował Misztal, potem zachorowała na ponad trzy miesiące jedna z ławniczek. Proces zacznie się od nowa.

Kto pobił i zabił

Przez ponad osiemnaście lat nie udało się znaleźć i osądzić winnych śmierci Grzegorza Przemyka. Losy postępowań prokuratorskich i sądowych w tej sprawie to triumf machiny represji, a kompromitacja systemu sądowniczego, najpierw PRL, a potem III RP.

W sterowanym przez MSW procesie Sąd Wojewódzki w Warszawie uznał w lipcu 1984 roku za winnych śmierci Grzegorza dwóch sanitariuszy. Milicjant Ireneusz Kościuk został uniewinniony od zarzutu pobicia chłopca.

W 1997 roku w drugim procesie karę czterech lat więzienia, złagodzoną o połowę dzięki amnestii, otrzymał Arkadiusz Denkiewicz, dyżurny w komisariacie na Jezuickiej, który mówił: "bijcie tak, żeby nie było śladów". Kto pobił chłopca, sąd nie ustalił. Ireneusz Kościuk został ponownie uniewinniony. Trzeci raz uniewinnił go sąd w czerwcu 2000 roku. W styczniu 2001 roku Sąd Apelacyjny uznał, że sprawa przed rokiem się przedawniła. W połowie września 2001 roku Sąd Najwyższy uwzględnił kasację. Sprawę ponownie rozpatrzy Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Kilka lat temu prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie matactw w procesie z lat 1983 - 1984, popełnianych przez MSW. Śledztwo utknęło w miejscu.

Kto strzelał i zabił

Czołgi robiły wyłom w murze, przez który zomowcy wchodzili 16 grudnia 1981 roku na teren kopalni Wujek. Na miejscu zginęło od kul sześciu górników. Dziewiętnastoletni Andrzej Pełka zmarł po przewiezieniu do szpitala, szepcząc: "mamusiu, ratuj". Dwóch następnych górników zmarło w styczniu 1982 roku, nie odzyskując przytomności. Matka jednego z nich, dwudziestojednoletniego Jana Stawisińskiego, opowiada, że jej syn jeszcze żył, kiedy wieziono go wśród trupów do kostnicy. "W drodze zomowcy wyrzucili go z karetki i skatowali, po czym wrzucili ponownie".

Wszystkie strzały miały pozbawić życia. "Strzelali tak, aby zabić" - wykazywał później na procesie pełnomocnik rodzin zabitych.

W "Wujku" i dzień wcześniej w "Manifeście Lipcowym" postrzelono 25 górników, większość z nich została kalekami.

Pierwsze śledztwo Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach umorzyła w styczniu 1982 roku. W marcu 1993 roku przed Sądem Wojewódzkim w Katowicach rozpoczął się proces, którego czteroletni przebieg przejdzie do czarnej historii sądownictwa III RP: aroganckie, butne zachowania oskarżonych, upokarzanie pokrzywdzonych górników i rodzin zabitych, symulowane choroby zomowców i ich adwokatów.

Generał Czesław Kiszczak, ówczesny szef MSW, jeden z oskarżonych, nie stawiał się na kolejne rozprawy, przedstawiając zaświadczenia lekarskie. Dowódca ZOMO, pułkownik Kazimierz Wilczyński, mdlał na sali. Sąd postanowił w końcu, ze względu na stan ich zdrowia, wyłączyć ich sprawy do odrębnego postępowania.

I tak z wyższych rangą funkcjonariuszy na ławie oskarżonych zostali jedynie były zastępca komendanta wojewódzkiego MO pułkownik Marian O. oraz szef Plutonu Specjalnego ZOMO Romuald C. Postawiono im zarzut "sprawstwa kierowniczego".

Po ciągnącym się cztery i pół roku procesie sąd uniewinnił dziewięciu zomowców, jedenastu uznał za winnych użycia broni - ale postanowił, z uwagi na przedawnienie, umorzyć wobec nich postępowanie. Sąd uniewinnił także obu dowódców. W uzasadnieniu napisał, że ci, którzy strzelali do górników, robili to zgodnie z prawem i w obronie własnej.

Nowy proces zakończył się 30 października 2001 roku wyrokiem podobnym do poprzednich. Sąd uniewinnił Mariana O., a postępowanie wobec Romualda C. umorzył. Część zomowców sąd uniewinnił, a wobec części umorzył postępowanie. Nie dał wiary nowemu materiałowi dowodowemu, który pojawił się w tym procesie - tzw. raportowi taterników. Wyrok nie jest prawomocny.

Kto pozwolił strzelać

Proces Czesława Kiszczaka, wyłączonego z procesu katowickiego, zaczął się w marcu 1993 roku przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie. Ale Kiszczak wciąż chorował, później zrezygnował jeden z sędziów. Proces został wznowiony w styczniu 1995 roku. Były minister spraw wewnętrznych jest oskarżony o to, że 13 grudnia 1981 roku podpisał szyfrogram, który dopuszczał podjęcie decyzji o użyciu broni palnej przez oddziały ZOMO na niższym szczeblu.

W lipcu 1996 roku sąd uniewinnił Kiszczaka. Zdaniem sądu szyfrogram jedynie informował o nowych przepisach stanu wojennego.

Następny proces zaczął się w maju 2001 roku i trwa przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Kiszczak utrzymuje m.in., że w "Wujku" zomowcy strzelali z własnej inicjatywy, w obronie koniecznej.

W procesie zomowców sąd nie był w stanie ustalić, kto strzelał w "Wujku".

Kto zacierał ślady, kto kierował

Od kilkunastu dni oddziałowa komisja IPN w Katowicach bada, czy prokuratorzy wojskowi, którzy w latach 1981 - 1982 zajmowali się sprawą masakry w kopalniach Wujek i Manifest Lipcowy, zacierali ślady winy zomowców. Śledztwo rozpoczęto po zeznaniach Czesława Kłoska, górnika, który został postrzelony podczas pacyfikacji kopalni Manifest Lipcowy w Jastrzębiu (do dziś nosi kulę w kręgosłupie szyjnym).

Kto polecił użyć broni

Jeden z uczestników demonstracji 31 sierpnia 1982 roku w Lubinie zapamiętał: " (...) Gdy się obejrzałem, zobaczyłem, że nyska jeździ wkoło za uciekającym młodym człowiekiem. W pewnym momencie w okienku samochodu pojawiła się ręka - padł strzał. Chłopiec wyrzucił ręce w górę i padł, jeszcze próbował na czworakach uciekać przed oprawcami, lecz samochód był szybszy. Przejechał człowieka". (z książki "W stanie", Wydawnictwo Karta, Warszawa 1991).

Tego dnia, w rocznicę Porozumień Sierpniowych, masowe demonstracje odbyły się w ponad kilkudziesięciu miastach. W Gdańsku, po trafieniu petardą, zmarł trzydziestodwuletni Piotr Sadowski.

W czasie manifestacji w Lubinie zginęli, zastrzeleni, trzydziestodwuletni Andrzej Trajkowski, dwudziestosześcioletni Mieczysław Poźniak i dwudziestoośmioletni Michał Adamowicz (zmarł w wyniku ran 5 września). Jedenastu manifestantów zostało rannych.

Prokuratorzy wojskowi umorzyli w 1982 roku postępowanie z powodu niewykrycia sprawców.

Proces trzech byłych oficerów MO i ZOMO, Tadeusza J., dowódcy oddziału ZOMO, Jana M., zastępcy komendanta MO w Lubinie, Bogdana G., byłego zastępca komendanta wojewódzkiego MO w Legnicy, zaczął się w październiku 1993 roku. Zostali oskarżeni o sprawstwo kierownicze. W lipcu 1995 roku sąd we Wrocławiu uniewinnił Bogdana G. Dwóm pozostałym oskarżonym zmienił kwalifikację czynu i umorzył wobec nich postępowanie.

W lipcu 1998 roku w nowym procesie sąd uznał oskarżonych za winnych nieumyślnego spowodowania śmierci trzech manifestantów - ale zastosował ustawę amnestyjną z 1984 roku i umorzył sprawę.

W trwającym od października 1999 r. trzecim procesie Bogdan G. utrzymuje, że wszyscy zabici zostali trafieni odbitymi pociskami.

W 2000 roku rozprawy były odraczane, bo oskarżeni na zmianę chorowali, bywało, że nie mogli znaleźć adwokata. W 2001 roku wciąż chorują.

Komisja Rokity stała na stanowisku, że tragedia lubińska była zaplanowana przez milicję, by dać nauczkę opozycji.

Kto pamięta

17 grudnia 1981 roku podczas zamieszek w Gdańsku został zabity dwudziestotrzyletni Antoni Browarczyk. Siedemnastoletniego Emila Barchańskiego zatrzymała SB, gdy drukował w podziemiu książkę Adama Michnika. Funkcjonariusze go bili. Miesiąc później pojechał uczyć się nad Wisłę. Jego ciało wyłowiono z rzeki. Nie znaleziono sprawców.

13 lutego 1982 roku kilku zomowców goniących demonstrantów w Poznaniu zakatowało na śmierć dwudziestodziewięcioletniego absolwenta prawa Wojciecha Cieślewicza, który stał na przystanku.

Śledztwo umorzono w 1982, wznowiono w 1991 roku. Sąd Wojewódzki sprawę umorzył - bo nie mógł ustalić, czyj cios był śmiertelny.

Kto pobił 11 maja 1982 roku dziewiętnastoletniego Piotra Majchrzaka, ucznia Technikum Ogrodniczego? Pobity podczas rozpędzania przez ZOMO manifestacji w Poznaniu, zmarł w szpitalu. W 1982 roku prokuratura umorzyła śledztwo, wznowione w lipcu 1984 roku ponownie zostało umorzone. Tak samo zakończyło się śledztwo wznowione w 1992 roku.

Jan Ziółkowski, pięćdziesięciosześcioletni współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956 roku, zmarł 5 marca 1983 w szpitalu na skutek ran po pobiciu. Do szpitala zgłosił się wprost z komisariatu, w którym był przesłuchiwany. Prokuratura umorzyła śledztwo w 1984 roku, nie znajdując dowodów przestępstwa. Nie przyniosło rezultatów śledztwo wznowione w 1991 roku. -


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.