Rzeczpospolita
02.11.02 Nr 44
A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


ROK 1941 NA PODLASIU - NIE TYLKO JEDWABNE

KOMENTARZ: Czas niezacietrzewionej dyskusji

Lato sąsiedzkich pogromów

ANDRZEJ KACZYŃSKI

Etka Rochla i Chaim Józef Prawda, zabici w Jedwabnem w 1941 r.

Mariam Fejga Sztabińskia, zamordowana w Radziłowie w 1941 r.

Jankiel Meyer Sztabiński, zamordowany w Radziłowie w 1941 r.

Chana Dublin, z domu Finkielsztejn, zamordowana w Radziłowie w 1941 r

WWW.RADZILOW.COM

Zbrodnie w Jedwabnem i Radziłowie nie były odosobnione. W lecie 1941 roku na Białostocczyźnie w pierwszych tygodniach okupacji hitlerowskiej Polacy w co najmniej trzydziestu miejscowościach dopuścili się zbrodniczych zbiorowych wystąpień przeciw swoim sąsiadom Żydom - ustalili historycy z Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej.

IPN opublikował "Wokół Jedwabnego", zapowiadaną "białą księgę". W istotny sposób uzupełnia ona konkluzje śledztwa. "Prokurator jest ograniczony rygorami postępowania karnego, nie może wykraczać poza materiał dowodowy, formułować hipotez, które nie opierają się na zgromadzonych przez niego zeznaniach i innych dokumentach. Rola historyka jest inna" - napisał redaktor księgi Paweł Machcewicz. "Ma on prawo i obowiązek analizować wszystkie znane fakty, interpretować je i formułować hipotezy. Obie perspektywy powinny się uzupełniać. Wspólnym celem jest dociekanie prawdy o zbrodni z lipca 1941 r.".

Nieobojętny sprawozdawca

Dwa tomy: "Studia" i "Dokumenty", razem półtora tysiąca stron, to plon dwuletniej żmudnej pracy trzydziestu badaczy, historyków i prawników z IPN, instytutów Historii i Studiów Politycznych PAN oraz Uniwersytetu w Białymstoku. W najbliższych dniach dzieło trafi do księgarń. Dzięki uprzejmości dyrekcji IPN i redaktorów księgi już dziś możemy zaprezentować jej główne wątki.

Niemal wszystkie nazwiska twórców "białej księgi" czytelnicy "Rzeczpospolitej" mieli okazję poznać jako autorów tekstów opublikowanych lub cytowanych na naszych łamach. "Rzeczpospolita" jako pierwsza z ogólnopolskich gazet opisała zbrodnie w Jedwabnem i Radziłowie, a w wielkiej dyskusji medialnej, jaka się następnie toczyła, koncentrowała się głównie na dociekaniach prawniczych (śledztwie prowadzonym przez Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu), poszukiwaniach archiwalnych i badaniach historycznych, uznając prymat tej problematyki przed (kategorycznie formułowanymi gdzie indziej) ocenami moralnymi czy politycznymi lub uogólnieniami socjologicznymi. Sekundowała też sprawie należytego uporządkowania i godnego upamiętnienia miejsca kaźni i cmentarzyska ofiar.

"Przekazujemy całą naszą wiedzę o tym, co i dlaczego wydarzyło się po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1941 r. na polskie ziemie okupowane dotychczas przez Sowietów" - napisał we wstępie do księgi prezes IPN Leon Kieres, i dodał: "Przyznać muszę, że mnie jako Polakowi i jako chrześcijaninowi wiedza ta nie przyniosła ulgi". Profesor Kieres wziął na siebie trudną i niewdzięczną misję informowania opinii społecznej o postępach badań, a niekiedy - z konieczności, gdy wymagało tego dobro publiczne - wyprzedzania ich ostatecznych konkluzji. Nieraz doświadczył - osobiście i jako prezes Instytutu - że prawda ma cierpki smak. Ale lektura księgi dowodzi dwóch rzeczy. Zarówno pion śledczy, jak i historyczny IPN podszedł do badań kompleksu "sprawy Jedwabnego" z najwyższą uwagą, odwagą, rzetelnością i kompetencją. Zaś tezy, które opinii publicznej przedkładał prezes Instytutu, zawsze miały właśnie w postaci tych badań gruntowną merytoryczną podstawę.

"Rzeczpospolita" ma zaś - gorzką, to prawda - satysfakcję, że po ogłoszeniu wyników badań naukowych, tak samo jak uprzednio po sformułowaniu konkluzji śledztwa, nie potrzebuje prostować ani korygować zasadniczych tez, które w sprawie Jedwabnego głosiła.

Od donosów do morderstw

Większość antyżydowskich wystąpień ludności polskiej Podlasia (a ściślej Łomżyńskiego, Białostocczyzny i północnowschodniego Mazowsza) z lata roku 1941 została opisana w co najmniej dwóch wytworzonych niezależnie od siebie źródłach. Jeden ich zespół to relacje ocalałych z zagłady Żydów, złożone zaraz po wojnie przed Żydowską Wojewódzką Komisją Historyczną w Białymstoku. Drugi, to akta 61 śledztw i procesów przeciw 93 Polakom oskarżonym o udział w zbrodniczych zbiorowych wystąpieniach antyżydowskich w 23 miejscowościach. Skazano prawomocnymi wyrokami (na kary od 2,5 roku więzienia do dożywocia i śmierci; jedną wykonano) 17. Wielu skazanych w pierwszej instancji zostało uniewinnionych w drugiej instancji, przeważnie z powodu niechlujstwa, niedbałości, a nawet zaniechania możliwych czynności dowodowych przez sąd i prokuraturę podczas pierwszej rozprawy.

Pierwszy zespół, który powstał niejako "do użytku wewnętrznego" organizacji żydowskich - relacje ocalonych, tylko w niewielkiej mierze dotychczas był wykorzystywany przez historyków. Andrzej Żbikowski, który na podstawie relacji napisał do księgi rozprawę i podał je do druku, znał niektóre już przed dziesięciu laty. Ocenił je wtedy jako niewiarygodne. "Nie mogłem uwierzyć, zupełnie nie byłem do tego przygotowany", wyznał w dyskusji zorganizowanej przez "Rzeczpospolitą". Do tych relacji nie sięgnęli też śledczy, prokuratorzy i sędziowie prowadzący wspomniane procesy.

Akta rozpraw - wyjąwszy procesy w sprawie Jedwabnego - dotychczas nie były znane historykom. To odkrycie pracowników IPN. A nie ma pewności, że wiemy już o wszystkich. Żbikowski pisze, że oprócz procesów w sprawie zbiorowych ekscesów, w latach 1945 - 1956 odbyło się na Podlasiu kilkaset procesów przeciwko Polakom za indywidualne czyny przestępcze na szkodę Żydów. Te, o których mówią źródła, były różnej miary i skali. Donosy, rabunki, niszczenie mienia, terror psychiczny, wymuszanie okupu, znieważanie uczuć religijnych, miejsc i przedmiotów kultu, bicie, gwałty, pojedyncze zabójstwa, masowe mordy.

Różny był stopień samodzielności złoczyńców. Części ekscesów dopuszczała się polska "policja pomocnicza" (formalnie powołano ją później) na rozkaz Niemców. Wskazywała Żydów, wyprowadzała ich z domów i kryjówek, konwojowała i pilnowała, dręczyła, biła i zabijała. Czasem do niej dołączali - na rozkaz lub ochotniczo - cywile. Tak było w Czyżewie, Narewce, Tykocinie. W Trzciannem przez kilka dni Żydzi przetrzymywani byli w wykopie; przy pomocy Polaków, którzy trzymali straż, jeden młody niemiecki żołnierz zastrzelił co najmniej kilkudziesięciu ludzi. W Rajgrodzie do roli kata w zarządzonej przez Niemców egzekucji strzałami w głowę zgłosił się ochotnik Polak. W Suchowoli eksterminacją dowodzili Niemcy, ale wykonali Polacy; jedną grupę sąsiadów utopili, drugą żywcem spalili. W Bielsku Podlaskim Polacy zażądali urządzenia getta.

W Radziłowie, Wąsoszu, w Goniądzu i Jasionówce zagładę Żydów zarządzili Niemcy, ale "upoważnili" Polaków do jej wykonania i oddalili się. W Korycinie polscy "policjanci pomocniczy" podpalili stodołę i - żeby sprowokować pacyfikację - donieśli Niemcom, że zrobili to Żydzi. W Grajewie pogrom urządzili spontanicznie Polacy, uśmierzył go przygodny oddział Wehrmachtu i rozstrzelał nawet trzech winowajców. Ale inni Niemcy kilka dni później wzniecili pogrom i też znaleźli chętnych wykonawców spośród mieszkańców Grajewa i okolic. W Stawiskach ochotnikami okazali się Polacy właśnie uwolnieni z sowieckiego więzienia.

W wielu miejscowościach pogromy wybuchały przed wkroczeniem wojsk niemieckich, np. w Stawiskach, Szczuczynie i okolicznych wsiach Lipniku, Skajach i Bzurach. W tej ostatniej drewnianymi pałkami z żelaznym okuciem zatłuczono dwadzieścia dziewcząt i kobiet. W Drohiczynie nazajutrz po wybuchu wojny dziesięciu Żydów utopiono w studni i w rzece. Ekscesy w Rutkach wzniecił oddział partyzantki antysowieckiej, który wyszedł z ukrycia.

Scenariusz Heydricha

Edmund Dmitrów mimo bardzo skrupulatnej kwerendy w archiwach niemieckich nie znalazł jednoznacznego dowodu, że w Jedwabnem zagładę Żydów zarządzili hitlerowcy (ale z prawdopodobieństwem bliskim pewności wykazał, że tak właśnie było w Radziłowie). W sprawie roli Niemców w zbrodni w Jedwabnem musimy poprzestać na "procesie poszlakowym" - tak Dmitrów określił konkluzje, do jakich doszedł. Fundamentalne znaczenie jego rozprawy (została ukończona jako pierwsza z zamieszczonych w księdze) okazuje się jeszcze jaśniej w zestawieniu z materiałami omówionymi przez Żbikowskiego. Czynny i organizatorski udział Niemców w większości antyżydowskich wystąpień na Podlasiu jest bezsporny, a Jedwabne i Radziłów - by posłużyć się formułą Machcewicza - "były miejscami, gdzie realizacja scenariusza nakreślonego przez Heydricha przebiegła w sposób idealny. Brak dokumentów nie może być istotnym kontrargumentem, bo przecież sam Herydrich explixcite polecił nie zostawiać śladów".

Jeżeli nie może tego zaznaczyć z jakichś - np. proceduralnych - względów prokurator Radosław Ignatiew w ostatecznej konkluzji śledztwa w sprawie Jedwabnego, byłoby dobrze, aby profesorowie Leon Kieres lub Witold Kulesza (dyrektor GKŚZpNP) oświadczyli jednoznacznie, że nie tylko nie ma sprzeczności między wynikami badań zbrodni w Jedwabnem przez prokuratora i historyka, ale że "sprawstwo sensu largo", jakie Niemcom przypisał Ignatiew, to właśnie mechanizm, który opisał Dmitrów.

"Biała księga" nie podsuwa ani uproszczonych, ani pocieszających odpowiedzi, nie kieruje się też żadną założoną z góry tezą. Wpływ okupacji sowieckiej na zaognienie wzajemnych stosunków Polaków i Żydów oraz na generalną brutalizację relacji społecznych i erozję wartości naświetlają Jan J. Milewski i Marek Wierzbicki oraz dwa zbiory archiwaliów - jeden wytworzony przez sowiecki aparat ucisku, drugi przez instytucje polskiego państwa podziemnego. W świetle dokumentów polskiego podziemia (a także kalendarium tekstów poświęconych zbrodni w Jedwabnem do roku 2000, autorstwa Tomasza Szaroty) wydaje się niepodobieństwem, że wydarzenia te tak długo pozostawały nieznane opinii publicznej.

Dariusz Libionka opisał udział duchowieństwa diecezji łomżyńskiej w utwierdzeniu społeczeństwa w postawie antysemickiej. Demograficzna analiza Marcina Urynowicza pozwala urealnić szacunek strat żydowskiej ludności Jedwabnego 10 lipca 1941 i wykazuje, że liczba 1600 jako suma domniemanych ofiar zagłady Żydów w tym miasteczku jest błędna (oraz na czym polega i skąd wziął się błąd; prawdziwa liczba Żydów obecnych podówczas w Jedwabnem byłaby zbliżona do tysiąca).

Solą historii są źródła. Księga (dająca zresztą wybór, nie całość odnalezionej przez IPN dokumentacji) zwielokrotnia zasób, który był znany wówczas, kiedy toczyła się wielka dyskusja. Podkreślę tu tylko niebywałą wręcz skrupulatność, dociekliwość, a zarazem finezję interpretacyjną Krzysztofa Persaka, autora opracowania czterech zbiorów - akt obu procesów jedwabieńskich, śledztwa prowadzonego w latach 1967 - 1974 przez białostocką Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich, oraz akt postępowań cywilnych z lat 1947 - 1949 w sprawie objęcia mienia pożydowskiego (odkrył on aferę polegającą na przejmowaniu mienia przez nieuprawnione do tego osoby; uczestniczyli w niej Żydzi, którzy stawali przed sądami jako świadkowie w sprawach karnych, oraz adwokat, który w sprawach cywilnych był pełnomocnikiem aferzystów, zaś w procesach karnych obrońcą dużej grupy oskarżonych).

KOMENTARZ

Czas niezacietrzewionej dyskusji

Teraz, kiedy IPN opublikował dwa tomy opracowanej z wielką starannością białej księgi "Wokół Jedwabnego", jest czas na dyskusję o tym, co wydarzyło się w wielu miejscowościach na terenie Polski Wschodniej w roku 1941. Jest czas, bo nie będzie to już dyskusja na temat tego, co się wydarzyło i czy wydarzyło się naprawdę. To już wiemy i możemy teraz dociekać i spierać się o to, dlaczego się wydarzyło. Z dokumentacji wynika, jak trudno było niektórym Polakom przetrwać w zdrowiu moralnym dwie, w krótkim czasie po sobie następujące, okupacje. Obie praktykowane przez totalitarne reżimy oparte na ideologii. Świadectwa rozchwiania, zagubienia etycznego mamy zresztą i tam, gdzie zamiana okupacji nastąpiła poźniej i w odwrotną stronę. Gdzie okupacja sowiecka zastąpiła hitlerowską. Miały z tym trudności zwłaszcza jednostki słabe moralnie i na niskim poziomie kulturalnym. Tacy byli i są zresztą do dziś w polskim społeczeństwie, ale z ich postępków nie wolno czynić zbiorowych oskarżeń pod adresem całego narodu. Tak jak nie można na podstawie działalności Żegoty kreować Polaków na naród bez winy.

Teraz jest czas na bardzo spóźnioną, ale rzetelną dyskusję o zbrodniach popełnionych latem 1941 roku przez Polaków na Żydach - o ich przyczynach i o ich konsekwencjach. A także o współodpowiedzialności, jakie za tamte wydarzenia ponoszą oba - niemiecki i rosyjski - totalitaryzmy, które razem w 1939 roku zniszczyły państwo polskie.

Maciej Rybiński


| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.